Jednym z pierwszych tekstów na tym blogu był przegląd informacji, które "wyciekły" do sieci ponad rok temu i zwiastowały nadejście zupełnie nowego bitewniaka: "RuneWars: The miniature game". Na tamten czas - był to nie lada news. Wielka firma, wtedy jeszcze współpracująca z Games Workshop, rzuca wyzwanie swemu byłemu partnerowi, i podejmuje walkę na jego boisku. A przy tym stara się odświeżyć i urozmaicić gry w klimacie wielkiej, regimentowej bitwy, dodając do nich ukryte rozkazy, nietypowe kości oraz oczywiście mnóstwo kart i żetonów.
Ów nowy tytuł ukazał się na początku bieżącego roku i zebrał dość pozytywne opinie. Linia wydawnicza została znacznie rozbudowana. Jednak w Polsce nie odniósł sukcesu na miarę "X-winga". Być może przez cenę, być może przez pewną złożoność rozgrywki - a może to wina mało popularnego uniwersum? W każdym razie nie jest to nadal gra znajdująca się choćby w dziesiątce najchętniej wybieranych bitewniaków w naszym kraju. Prawdopodobnie w szerokim świecie jej popularność jest znacznie większa. Inaczej wydawca zza oceanu raczej nie szykował by kolejnego szturmu na pozycje, na których okopał się Games Workshop.
Tym razem chodzi o grę figurkową opowiadającą o starciach małych oddziałów w uniwersum będącym mieszanką sf i fantasy. Takim, gdzie galaktyką włada potężny imperatora mający na swe rozkazy armię genetycznie zmodyfikowanych super-żołnierzy. Tylko że jeden setting znany jest każdemu fanowi fantastyki, drugi zaś - chyba każdemu człowiekowi na Ziemi. Zaczyna się więc kolejna kosmiczna wojna handlowa. Nowa edycja "Warhammera 40.000" okazała się wielkim sukcesem, zarówno jeśli chodzi o opinie fanów jak i dochód. Ale w miniony weekend cały świat dowiedział się o konkurencyjnym tytule. czyli o bitewniaku "Star Wars: Legion".
![]() |
| "Szefie, czy dobrze robimy tego bitewniaka?" |











