Gdy umierał Aleksander Macedoński, miano go spytać, komu zamierza przekazać swe imperium? Król miał wówczas odpowiedzieć "Najsilniejszemu", nie precyzując jednak, kogo miał na myśli. Ponad dwa tysiące lat później Mariusz Pudzianowski pięciokrotnie zdobył tytuł Mistrza Świata Strongmanów.
Przypadek?
Zacząłem wpis od małej insynuacji, ale dość już żartów. Dziś mam zamiar uraczyć was recenzją bardzo nietypowego bitewniaka. Gdybym tylko powiedział, że jest to system mający obrazować historyczne bitwy z okresu od wczesnej starożytności do średniowiecza, to trudno byłoby o bardziej banalny temat. Istnieje co najmniej kilkadziesiąt zbiorów zasad poruszających to samo zagadnienie. Najbardziej popularne to "Field of Glory", "Hail Caesar!", "Impetvs", "Warhammer Ancient Battles", "Warmaster", "Lion Rampant", "De Bellis Antiquitatis". Do tego dochodzą dziesiątki innych. Biorąc pod uwagę liczną konkurencję, można wątpić, czy jest sens po raz kolejny brać na warsztat wojny Rzymian czy krzyżowców? Czy w ogóle warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną grę o dawnych bitwach?
Autor "To the Strongest!", Simon Miller, podjął się tego wyzwania. I zaproponował bardzo ciekawe formułę zabawy figurkami. Opracował tytuł, który obiecuje stoczenie symulowanej dużej bitwy w mniej niż dwie godziny W dodatku owa symulacja ma być ubrana w wyjątkowo proste zasady, łatwe do przyswojenia nawet dla kogoś, kto pierwszy raz podchodzi do tej gry. Tego typu zapewnienia są czymś normalnym przy promowaniu systemów bitewnych. I zawsze warto podchodzić do nich ze zdrową dozą nieufności. Tym razem jednak w dużej mierze udało je się zrealizować.
![]() |
| Dumny autor ze swym dziełem. Daje nam wszystkim przykład, że emerytura to niekoniecznie siedzenie w kolejkach do lekarza i słuchanie radia. |

