Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dragon Rampant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dragon Rampant. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 kwietnia 2017

W krainie wybujałego smoka. Recenzja "Dragon Rampant".

       
       Tyle się dzieje w figurkowym świecie, że aż trudno mi wybrać temat do czwartkowego wpisu. Co tydzień dowiaduję się o co najmniej dwóch tytułach wartych uwagi, a przecież te stare też się rozwijają.  A do tego jakże barwny folklor i amatorska socjologia związana z tym hobby. W efekcie niektóre tematy spadają na dół listy.

        Dziś (nie bez związku z rozmową z Bartkiem) postanowiłem wrócić do tematu gry, którą kupiłem już jakiś czas temu. Zazwyczaj wejście w każdy bitewniak jest poprzedzone długą deliberacją. A ile to kosztuje? Czy będę miał z kim grać? Jakie figurki trzeba pomalować? Ile trzeba poświęcić na ogranie się i naukę zasad? Nie jest to wcale taka prosta sprawa. W tym jednak wypadku nie miałem żadnych wątpliwości. Poznajcie system o najniższych (szeroko rozumianych) kosztach wejścia: "Dragon Rampant".

Może nie do końca w temacie, ale jest smok, i jest rampant. Wiecie, że na fali popularności "Zmierzchu" powstała niszowa gałąź literatury erotycznej, opisująca kontakty z różnymi istotami fantastycznymi? Na przykład z gryfonami? No dobra. Następne zdjęcia będą bardziej na temat.


     Nie pierwszy raz opis tego tytułu pojawi się w polskiej blogosferze. "Dragon Rampant" został już zrecenzowany na łamach "Wojny w miniaturze" (o tutaj). Wracam do tego tematu, bo warto, by o tej grze było jak najgłośniej. Różni się on bowiem tym od innych bitewniaków, że już po pierwszym przeczytaniu podręcznika, jeśli tylko masz w domu jakiekolwiek figurki (a nawet nie figurki - wystarczą ludziki lego, ludki z jajka - niespodzianki i zabawkowe dinozaury) - możesz zacząć granie. I nie będzie to wcale bieda - bitewniak czy granie śmietnikiem, ale realizacja idei przekazywanej przez podręcznik.