Gdy zaczynałem swe peregrynacje po pograniczach mainstreamowych gier
bitewnych, byłem zielony niczym szczypiorek. I do tego naiwny. Myślałem, że jak
znam ofertę Osprey Games i Warlorda to już coś wiem o nietypowych bitewniakach
i mogę zacząć wypowiadać się pisemnie na blogu.
Tymczasem każdy kolejny tydzień
pokazywał mi, w jak wielkim błędzie tkwiłem. Zjawisko gier z figurkami w roli
głównej okazało się dużo bardziej rozbudowane i różnorodne, niż mogłem
wcześniej przypuszczać. Dziesiątki firm, setki tytułów, różne działalności
hobbystyczne i gospodarcze kręcące się wokół tego tematu... Można by to
zgłębiać i poznawać latami. A przecież światek jest wyjątkowo dynamiczny. Co
rusz pojawiają się nowe byty, nowe gry - całość podlega zaś pewnej ewolucji. A
jej elementem jest też wymieranie niektórych organizmów.
Po jakimś czasie zacząłem szczególną uwagą darzyć polską scenę
figurkową: wydawców, gry, organizatorów imprez, popularyzatorów i fanów. Zawsze
koszula jest bliższa ciału, a poza tym tego typu teksty mogły być dla kogoś
realnie przydatne. Gdyby czytelnik zainteresował się jakąś grą na tyle, by w
nią wejść - od razu informowałem o miejscach, gdzie można uzyskać więcej
informacji i o ludziach, którzy pomogą w postawieniu pierwszych kroków. No i
wreszcie chęć wspierania polskiej sceny bitewniakowej. Szczególnie tych mniej
popularnych segmentów. Zachodnie wydawnictwa organizują całe kampanie. A u nas
wszystko toczy się drogą zbliżoną do marketingu szeptanego.
![]() |
| Bardzo płodne wydawnictwo, o którym głucho w mainstreamie... |
W trakcie rozglądania się po polskich produkcjach zaintrygował mnie
tytuł "Shadows in the Void". I to nie ze względu na tematykę (bo
statki kosmiczne kręcą mnie tylko wtedy, gdy mają po 6 kilometrów długości i
nazywają się "Purgatorium") - co z powodu regularnego informowania o
rozwoju projektu. Oraz dlatego, że autor postanowił wyjść do szerszego grona
potencjalnych odbiorców, zamieszczając materiały na stronie kojarzącej się
jednoznacznie z planszówkami.
I właśnie dzięki "SitV"
dowiedziałem się o istnieniu Assault Publishing. Byłem zaszokowany tym
odkryciem: otóż działa sobie firma wydająca bitewniaki o bardzo nietypowej
tematyce - i do tego celująca w rynek zachodni. Wydawnictwo działało więc
podobnie do Pulp Monsters. Tylko zamiast gier o superbohaterach oferowało
systemy figurkowe np. o helikopterach nad współczesnym polem bitwy albo o
odrzutowcach walczących w trakcie Pustynnej Burzy.
