czwartek, 6 kwietnia 2017

Remeber Wilanów! Wspomnienie z V Międzynarodowych Mistrzostw "Ogniem i Mieczem"

   

    Zazwyczaj próbuję nadać każdemu wpisowi jakiś nieoczywisty, zastanawiający tytuł - licząc, że przyciągnie on uwagę czytelników. Być może to kiepski pomysł; większy sens miałoby tytułowanie postów np "Striptiz Kaczyńskiego GRATIS!!!" W każdym razie dziś dostaniecie dokładnie to, co jest zapowiedziane w nagłówku. Uczestniczyłem w V Międzynarodowych Mistrzostwach Świata "Ogniem i Mieczem" Wilanów 2017. I  właśnie o tej imprezie będę dziś pisał. 

Można by rzec: "Kozacki plakat". Ale w tym wypadku to nie jest do końca trafne

   Powstaje więc pytanie - czy ludzie, których ta gra obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg, i nie odróżniają Kalinowskiego od Kozietulskiego mają po co w ogóle zaglądać do tego wpisu? Jeśli istnieje takowy, to jest nim - w moim przekonaniu - przeczytanie relacji z bardzo udanej imprezy figurkowej. Tak udanej, że prawie bliskiej ideałowi. Warto więc wiedzieć, co sprawia, że udział w evencie cieszy uczestników, szczególnie, gdy ma się zamiar zorganizować imprezę samemu. Albo też - czego oczekiwać od organizatorów, gdy jest się uczestnikiem.




W stepie szerokim...

      Zacznę o kolejnego wyrażenia radości z powodu śmierci battla. Gdyby nie GW, pewnie nadal zdejmowałbym ludziki pojedyńczo z oddziału, i turlał na trafienie, zranienie, save i parowanie. A tak mogłem zainteresować się innymi, lepszymi grami. W związku z zainteresowaniami historycznymi skierowałem swoje oczy i fundusze na system "Ogniem i Mieczem". Ma on już swoje lata, charakteryzuje się zatem bardzo rozbudowaną linią wydawniczą (szczególnie pod względem różnorodności modeli). No i niezerową populacją aktywnych fanów. Dzięki temu mogłem wkrótce po pomalowaniu pierwszych oddziałów rozpocząć w miarę regularne (jak na mnie granie). Ale dziś nie będę pisał o grze jako takiej, ani nawet nie o środowisku fanów, tylko właśnie o tej jednej, konkretnej imprezie. 

      Do tej pory stroniłem o turniejów. Z jednej strony na udział w nich (przez dwa dni z rzędu) nie bardzo pozwalały mi tak zwane względy rodzinne. Ale prawda jest taka, że gdy się czegoś bardzo pragnie, to żadna żona ani żadne dzieci nie mogą stanąć na drodze (o czym świadczy historia premiera Marcinkiewicza). Istniał więc bardziej istotny powód: nie bardzo miałem ochotę na pojechanie do szkoły, tylko po to, by być pokonanym przez (pół)zawodowych graczy albo wykłócać się o to, czy wynik kostki upadłej na podłogę się liczy. Niemniej jednak nie taki diabeł straszny; w trakcie jednego z miniturniejów OiM polecono mi udział w mistrzostwach w Wilanowie. Ale nie w celu osiągnięcia podium, co raczej zwiększenia swoich umiejętności. "Czemu by nie?" - pomyślałem, i zacząłem śledzić forum gry.



Nagroda główna. Obiekt pożądania każdego prawdziwego mężczyzny, oraz wielu nieprawdziwych. 


Rekonesans. A w zasadzie "Punkty zwiadu". 


      Pierwsze informacje o turnieju pojawiły się na wyżej wspomnianym forum już w okolicach początku roku. Dla mnie to plus - w pewnym wieku planowaniem z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem bardzo pomaga. Reguły uczestnictwa były dość skomplikowane - prawie 10.000 znaków. W dodatku były opracowane raczej z myślą o weteranach gry. Na szczęście na forum tym bardzo aktywni byli pracownicy Wargamera i jednocześnie organizatorzy, którzy na bieżąco wyjaśniali wszelkie wątpliwości.

W dodatku pomagali oni uczestnikom (w tym mnie) w przygotowaniu poprawnych, zgodnych z zasadami gry rozpisek. Biorąc pod uwagę ilość potrzebnych interwencji - przygotowanie rozpisek dla wielu graczy stanowiło wyzwanie. Albo to wina graczy - albo zasad.



Z taką koszulą masz +10 do lansu wśród białogłów na Rusi Czerwonej. Źródło.



     Zapisując się na turniej, można było zamówić okolicznościową koszulkę (sympatyczna opcja dla kolekcjonerów wspomnień) i trzeba było zapłacić 60 zł. Nie wiem, czy to dużo, czy mało za dwudniowy event - do tej pory płaciłem raczej 20. Jak się później okazało - zebrane pieniądze na pewno nie poszły na premie dla zarządu. Ale nie uprzedzajmy faktów...


     Przygotowanie do imprezy to nie tylko ustalanie konkretów, ale też nakręcanie hype'u. W przypadku tej imprezy odbywało się to całkiem zgrabnie. Wargamer zabrał się do tej części bardzo zgrabnie - zapowiadano premierę dodatku wprowadzającego do systemu nową armię (Królestwo Danii i Norwegii), oraz nowe figurki. Obiecywano też pokazy grup rekonstrukcyjnych i możliwość stoczenia pojedynku na gumowe szable. Zapowiadała się wystrzałowa zabawa. Nawet o przesunięciu terminu na wcześniej poinformowano z odpowiednim wyprzedzeniem. Ostatecznie udało się zgromadzić prawie 70 śmiałków, którzy o poranku, 18 marca, Anno Domini 2017, stanęli ze swymi miniaturowymi zagonami pod pałacem królewskim...


Theatrum Belli

    Pogoda nie zachęcała do spacerów. Chmury i lejący mniej lub bardziej deszcz. Za to sprzyjała graniu, które odbywało się w Oranżerii, w Parku Wilanowskim. To jedno z najbardziej urokliwych miejsc w Stolicy; w miesiącach z "R" w nazwie nie można tam zrobić 10 kroków, by nie natknąć się na młodą parę w trakcie fotograficznej sesji ślubnej. Tego dnia jednak całość była ponura i niezachęcająca. 

     Na miejscu okazało się, że jedyna zieleń, jaką można znaleźć wewnątrz oranżerii to maty trawiaste rozłożone na stołach, i z rzadka drzewka stanowiące element makiety. Zresztą - pierwsze wrażenie, jakie odebrałem, było mocne... Wielka, długa sala zastawiona dwoma rzędami stołów. Całość była zgrabnie ustawiona; obfitość przestrzeni pozwalała na sprawne przemieszczanie się. 



tl;dr. Sala turniejowa. Źródło.

     Przy wejściu uczestników witało kilka stoisk. O tym, co można było na nich znaleźć, przeczytacie za chwilę. Na początku turnieju trzeba było w pierwszej kolejności zarejestrować się. Pomimo wielu uczestników, całość formalności przebiegała nadzwyczajna zgrabnie. Można to wytłumaczyć sprawnością i kompetencją obsługi, ale oprócz tego pomagała organizacja. Zajmowało się tym bowiem kilka osób jednocześnie. W efekcie każdy gracz był zaopatrzony w kilka identyfikatorów (jeden pozwalał na bezpłatne poruszanie się po terenie parku), karty z wydrukowanymi rozpiskami (nie trzeba było targać własnych - mały gest, a cieszy), figurki wypuszczone specjalnie na turniej (medyk, Lubomirski, Pasek) wraz z towarzyszącymi im zasadami. I do tego wyjątkowy bonus - dukaty. Nie były to tylko suweniry, ale coś w rodzaju waluty. Dzięki nim można było uzyskać zniżkę na figurki i podręczniki do "Ogniem i Mieczem". Ale miały też inne, dużo bardziej praktyczne zastosowanie. Stanowiły bowiem środek płatniczy w turniejowym bufecie. Nie wiem, jak to się ma do państwowego monopolu na produkcję pieniędzy, i lepiej w to nie wnikać...


Szlachcie polskiej z okresu o którym traktuje gra, nie bardzo wypadało zajmować się handlem. Źródło.


     Jako, że byłem nowy w światku fanów, nie bardzo wiedziałem, jak wygląda człowiek, z którym mam stoczyć pierwszą potyczkę. I znów z pomocą przyszła obsługa. Nie wiem, jak oni to robili, ale wygląda na to, że nie tylko znali wszystkich, ale też wiedzieli, gdzie kogo szukać.

     Jeśli byliście kiedyś na turnieju gry bitewnej, to domyślacie się pewnie, co nastąpiło później. Seria gier. W trakcie każdej zbierało się punkty - im lepiej poszło, tym ich więcej. Każda następna była toczona z przeciwnikiem o zbliżonej ilości punktów (i jednocześnie takim, który grał armią, która mogła być historycznym przeciwnikiem twoich wojsk. W efekcie tylko raz moi Szwedzi musieli powstrzymać przemarsz kozackiego taboru. A normalnie zbierali łomot od Polaków i Litwinów, tudzież sprośnych Moskwicinów.). Dzięki tej organizacji w czwartej - piątej bitwie można było zmierzyć się z przeciwnikiem na podobnym do własnego poziomie. 
Ale nie będę pisał szczegółowo o rozgrywkach; to temat który zainteresuje raczej tylko fanów "OiM". I to raczej umiarkowanie - wszak już znają wyniki i przebieg turnieju". Skupię się na atrakcjach dodatkowych i organizacji.

Klątwa Boga - Maszyny

     Miłe wrażenie zrobiło na mnie wyposażenie techniczne imprezy: projektor multimedialny i system nagłośnienia. Podobało mi się, zanim nie zostało użyte. Głośniki zapewniały odpowiednią głośność, ale dziki fatalnej akustyce zupełnie zniekształcały to, co miało być za ich pomocą zakomunikowane. Obsługa turnieju szybko zrezygnowała z ich używania. 

   Projektor multimedialny sprawdził się dużo lepiej, ale jego potencjał nie został w pełni wykorzystany. Został umiejscowiony w taki sposób, że większość grających nie mogła widzieć wyświetlanego z niego obrazu w trakcie starć. Ale nawet, gdyby mogli, niewiele by stracili; użyto go bowiem do zapowiedzenia nowości do "OiM". Nie wyświetlano danych takich, jak np bieżący ranking, czy wyniki gier.

    Kolejną rzeczą wartą wspomnienia i pochwalenia były działające i relatywnie czyste toalety oraz oświetlenie i bufet. To pierwsze to niby oczywistość... ale niestety nie zawsze i nie wszędzie.

Targ przy obozie i trailery.
  
    Tak się złożyło, że na bitwy przeznaczono więcej czasu, niż realnie było potrzeba. Ale dzięki temu mogłem się przyjrzeć stoiskom przygotowanym przez Wargamera. Warto o nich napisać, szczególnie o jednym... Można bowiem zrozumieć, że na tego typu imprezie wydawca udostępni do sprzedaży pełny asortyment figurek i podręczników. I tak właśnie się stało. Oprócz tego można było kupić sobie grę z zupełnie innej beczki - ufundowane niedawno na wspieram.to "Tanks" w polskiej wersji językowej.

     Ale najlepsze było stoisko - jak je nazwać... z bitsami? Składało się ono z dwóch części. Jedna to sortery z róznymi figurkami pasującymi do określonych armii. W tym figurkami specjalnymi, podstawkami, sztandarami drutami, które robią w tej grze za piki i kopie. Oczywiście każda taka pojedyńcza figurka była tańsza, niż cały zestaw. Więc, jeśli brakowało komuś jednego modelu, albo kilku - tak było taniej, niż gdyby kupować blister czy pudełko. 

      Ale jeszcze lepszą zabawą było pudło. Wielkie plastikowe wiadro wypełnione po brzegi ludzikami. W skali 15mm! W żaden sposób nie posortowanymi czy opisanymi. Być może były to odrzuty z produkcji nie spełniające norm jakości - ale niestety akurat w przypadku tej gry nie ma wielkiej różnicy między dobrze (nadającym się do zapakowania i sprzedaży) a źle (nadającym się do tego pudła) odlanym modelem. Cała zabawa polegała na tym, że grzebało się w stosie figurek (metalowych! Potrzebny był sokoli wzrok!), a gdy znalezisko trafiło w ręce, można było kupić je za złotówkę! 


Opisywany pojemnik znajduje się na za czarną, plastikową skrzynką. Jak widać, poszukiwanie srebra cieszyło nie tylko kupujących. Źródło. 


      Ale to nie wszystko, na co można było wydać pieniądze. Wspomniałem o bufecie. Dzięki niemu nikt nie musiał chodzić głodny przez dwa dni turnieju. Jedzenie nie odbiegało poziomem jakościowym, smakowym i cenowym od tego, co można wszamać na warszawskich imprezach masowych. Dla tych z wybrednym gustem pozostawało kilka barów i restauracji zlokalizowanych kilka minut drogi na piechotę od Oranżerii. Ale skoro tutaj można było zapłacić dukatami... 

     A gdy nasyciło się ciało, można było zadbać i o strawę dla ducha. Na przeciwko bufetu działało stoisko Muzeum w Wilanowie. Pasjonaci XVII stulecia mogli kupić tutaj książki o ówczesnej kuchni lub innych zagadnieniach.

   Sporo czasu poświęciłem kącikowi, w którym prezentowano grę Anno Domini 1666. To nowa produkcja Wargamera. Jak sam tytuł podpowiada - znowu mamy drugą połowę siedemnastego wieku. Ale tym razem, zamiast ganiania Tatarów po dzikich polach i tratowania Szweda czeka nas wycieczka do stolicy Cesarstwa. Bohaterowie światowej literatury dla młodzieży wezmą udział w nieautoryzowanych operacjach wywiadowczych. Całość na pierwszych rzut oka kojarzy się z "Imperial Assault" i "Malifaux". A do tego figurki... Może nie tak zakręcone i wymyślne jak te z "Malifaux" czy "Rising Sun" - ale za to świetnie wykonane i wyjątkowo klimatyczne. Ponieważ specjalnością tego bloga są gry, które jeszcze się nie ukazały, i o niej napiszę niebawem więcej. W każdym razie - warto śledzić informacje o tej grze. Może nie podbije rynku, ale już teraz jest wartościową i oryginalną pozycją. A co dopiero, gdy będzie ukończona!


Anno Domini 1666 w wersji beta. 


    Wydawałoby się, że to sporo atrakcji, jak na sam turniej. Ale było ich jeszcze więcej! Między innymi zapowiedź nowej linii figurek kolekcjonerskich. Jako bonus w kampanii finansującej wydanie "Tanks" można było dostać (a w zasadzie - kupić) model hitlerowskiej czołgistki, która, pomijając strój czy wyposażenie, wyglądała jak modelka. I tego typu modele będzie można niebawem nabyć od Wargamera. Z tym, że śliczne panie wystąpią w mundurach z bardzo różnych krajów i epok. 

     Oprócz powyższych zapowiadano nowy dodatek, pozwalający na grę w "OiM" większymi zgrupowaniami niż podjazd i mniejszymi niż dywizja. Odbył się też konkurs malarski; niestety nie zgłoszono zbyt wielu prac, a te na prawdę dobre były tylko dwie :(.

    A to jeszcze nie wszystko! Kolejna atrakcja to pokaz grupy rekonstrukcyjnej. Chociaż panowie byli ubrani niczym siedemnastowieczna szlachta, to zachowali pełną trzeźwość, kulturę i wykazali się nie tylko wysoką wiedzą ale też chęcią do podzielenia się nią z słuchaczami. Mogłem nie tylko pogadać o produkcji prochu, ale też potrzymać pałasz, szablę czy muszkiet i docenić dawnych wojowników, machających tymi ciężarami przez kilkanaście minut. A do tego - gra kościana z XVII wieku.


Takimi rzeczami negocjowano o to, która z gałęzi rodu Wazów będzie panować nad danym terenem.

A takimi zamykano drzwi i robiono inne rzeczy.


     Ponadto impreza była otwarta dla tak zwanych zwykłych ludzi z ulicy. Jako, że grywałem w sklepach znajdujących się w centrach handlowych, wiem, że połączenie fanów i normalsów nie zawsze daje dobre efekty (dla tych pierwszych). Tym razem było jednak zupełnie inaczej; spacerowiczami zajmowała się obsługa turnieju i mogli oni na własne oczy zapoznać się z grami figurkowymi. Być może któryś z nich się nakręci na tą formę zabawy?

   Niestety - nie wszystko się udało. Pogoda utrudniła zabawy na świeżym powietrzu, a zapowiedziany nowy dodatek nie był bynajmniej gotowy. W czasach szkolnych niezrobienie pracy domowej usprawiedliwiało się żarłocznością psa. Gdy jesteś dorosły, tłumaczysz się, że dysk padł... Zresztą opóźnienia, jeśli chodzi o termin sprzedaży zapowiedzianych dodatków do "OiM", zaczynają stawać się tradycją Wargamera.

     Ale nie wpłynęło to na mój odbiór imprezy. Atrakcji było mnóstwo, nie można się było nudzić. Z tym, że same figurki czy podręczniki to za mało, by czerpać radość z pobytu w Wilanowie. Ostatecznie - najważniejsi są ludzie. I ci dopisali na 100%.
Po pierwsze - organizatorzy i obsługa. Mieli trudne zadanie ogarnięcia wielkiej imprezy, prezentowania nowości, odpowiadania na liczne pytania, rozstrzyganie wątpliwości co do zasad. I wywiązali się z nich lepiej niż bardzo dobrze. A w dodatku przez cały czas zachowali dobry humor, koncentrację i entuzjazm. Może to amfetamina - a może pasja? W każdym razie widać było, że sami dobrze się bawią i w pełni kontrolują sytuację. Gdyby nie taka postawa całego zespołu, całościowe wrażenie byłoby z pewnością mniej pozytywne.

     Na początku pisałem o swoich obawach związanych z tzw. "ciśnieniowcami". Na szczęście okazały się one płonne, nikt nikogo nie pobił, nikt się nie zwyzywał ani nie pokłócił, nie było rzucania figurkami o ziemię. Zamiast tego - kultura, życzliwość i dobry humor. Moi przeciwnicy ze spokojem przyjmowali zarówno zwycięstwa jak i porażki. Gry z nimi nie były stresem, ale przyjemnością. A w dodatku, z tego, co można było usłyszeć i zaobserwować dookoła, nie miałem wyjątkowego szczęścia: generalnie uczestnicy podeszli do zabawy jak do zabawy. Nawet ci, którzy walczyli o główne trofeum.


Może nie sprawili się najlepiej, ale przynajmniej ładnie wyglądali. Źródło. 


   Ostatecznie opuściłem Wilanów w bardzo dobrym nastroju; nakręcony na granie i planujący swój udział w przyszłym roku. Nawet nie wiedziałem, że na turnieju może być aż tak fajnie! Nawet, jeśli nie gracie w "OiM", wpadnijcie. Warto zobaczyć, jak fajnie może wyglądać tego typu impreza.

Lista życzeń.

     Na koniec pora na garść wniosków ogólnych. Co opisane powyżej mistrzostwa mówią nam o tym, jak powinna wyglądać dobra impreza figurkowa? Wymienię to, co powinno się na niej znaleźć:

- Posiłek i napitek, w miarę możliwości ciepły. Oczywiście, jeśli w evencie uczestniczy kilkanaście osób, zapewnianie tego może być ekonomicznie nieopłacalne. A może nie? W każdym razie fajnie jest nie robić sobie zbyt długiej przerwy i nie oddalać się zbytnio w celu uzupełnienia poziomu biopaliwa.

- Sklepik. Ale nie taki, który zawiera zwykły asortyment, lecz oferujący jakieś specjalne towary. Niekoniecznie coś, czego normalnie nie można kupić - ale na przykład pojedyńcze figurki z rozpakowane pudełka.

- Atrakcje dodatkowe związane z tematyką gry. Wykład o możliwościach podróży międzygwiezdnych przy okazji turnieju WH 40.000? Opowieść o XIX wiecznym okultyzmie przy okazji rozgrywek w "Malifaux"? Pomysłów może być bez liku.

- Inne aktywności dla graczy: konkursy (nie tylko malowania figurek, ale też inne - na przykład improwizowanych przyśpiewek na temat danej gry) nietypowe scenariusze do rozegrania, inne gry.


Na tym zdjęciu jest więcej ludzi, niż na dowolnym turnieju dowolnego bitewniaka. A to tylko niewielka część uczestników. Źródło.


      Nie zawsze tak jest niestety. Mistrzostwa w Wilanowie były organizowane przez firmę Wargamer - czyli przez ludzi zajmujących się tym poniekąd zawodowo. Przy czym nie mam tutaj na myśli tylko wysokiego poziomu kompetencji, ale czas i zaangażowanie, jakie można włożyć w przygotowanie imprezy. Kiedy pracujesz w figurkach, możesz szykować event przez długie tygodnie, i to w godzinach pracy! A jak jesteś zwykłym (nawet bardzo zaangażowanym i zorganizowanym) fanem, na drodze do zrobienia czegoś super stają takie przeszkadzajki jak praca, szkoła, rodzina... Siłą rzeczy, trudno wtedy i wymyślenie wielu udogodnień i urozmaiceń wzbogacających główną imprezę. 

     Czy doczekamy się kiedyś ogólnopolskiej imprezy figurkowej? Takiej, na której będzie można poznać (i zagrać!) gry od różnych producentów, mniej i bardziej popularne? Urozmaiconej i atrakcyjnej zarówno dla ludzi, którzy zaszli tu zupełnym przypadkiem jak i dla wieloletnich weteranów? Czegoś w rodzaju "Salute" lub "Bitewniaków na Narodowym"? Co musiałoby się stać, by udało się ją zorganizować? 
Moim zdaniem odpowiedź jest prosta. Ponieważ jej głównymi aktorami będą raczej firmy produkujące i sprzedające figurki, to muszę mieć one przekonanie, że nie stracą na takiej imprezie zbyt wiele. A zatem - jeśli figurkowe hobby będzie coraz popularniejsze, i owa popularność będzie się przekładała na wzrost wartości krajowego rynku, pojawienie się tego typu imprezy jest kwestią czasu. Jeśli realne będzie zgromadzenie 10.000 gości na takim evencie, to zostanie on zorganizowany. 70-ciu - albo nawet i 200-tu hardcorowych fanów to za mało.
Środowisko fanowskie, mimo dobrej woli i motywacji, nie ma możliwości zorganizowania tego typu zabawy na wielką skalę.

Ps. Większa część zdjęć pochodzi z profilu facebookowego "Ogniem i Mieczem". Robią lepsze zdjęcia, niż ja. 


    

       
   




    



10 komentarzy:

  1. Zacny artykuł, tak było! Ominęło cię tylko wręczanie nagród - jeszcze kilka dukatów WG dla każdego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za cynk, w przyszłym roku na pewno nie wyjdę przed czasem :)

      Usuń
  2. Bardzo ale to bardzo odpowiada mi styl w jakim piszesz. Do tego dajesz mi okazję do obejrzenia i dowiedzenia się czegoś o czym zapewne nie miałbym pojęcia (jak w przypadku tej imprezy). Co do wniosków to w momencie w którym wszyscy "trąbią do odwrotu" od bitewniaków szansa na organizację wydarzenia skupiającego "wszystkie" systemy niestety maleje a szkoda ("bitewniaki skończyły się na killem`all" i takie tam inne). Na pewno za to trafne spostrzeżenia co do organizowania takich wydarzeń przy okazji "masterów" i tym podobnych eventów o mniejszej skali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby mnie w pracy tak chwalili, to może nie chciałbym jej zmieniać? W każdym razie - dziękuję :)
      Problem nie leży w upadku bitewniaków, co raczej w braku przepływu między fanami poszczególnych systemów. Mało jest ludzi, którzy interesują się figurkami jako takimi, tylko 9th AGe, Dropfleetem, AoS itd... Swoje trzy grosze dokładają sprzedawcy i wydawcy - z których każdy jest gotowy do działań promujących jego produkty, ale nie kojarzę sytuacji, by odbył się jakiś event stricte figurkowy, z grami od różnych dystrybutorów.

      Usuń
  3. Wygląda na to, ze była to bardzo ciekawa impreza. Zachęciłeś mnie do odwiedzin przy kolejnej edycji. Bardzo przyjemnie się czytało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie pochwały zachęcają mnie do pisania :) Szkoda, że tak udana impreza była zapowiadana prawie wyłącznie w getcie OiM. Nawet ludzie, którzy nie grają tą grę znaleźli by na niej coś ciekawego. Może w przyszłym roku?

      Usuń
  4. Fajny wpis. I miło było spotkać. Do zobaczenia za rok (?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też grało się tak fajnie, że już teraz jestem przekonany, że wybiorę się za rok. Ale wydaje mi się, że kwestia obsadzenia domku została nieadekwatnie rozpatrzona. Co oznacza, że dobrze byłoby uprościć tą zasadę.

      Usuń
  5. Na te mistrzostwa wybieram się już od dłuższego czasu (niestety termin jest dla mnie z różnych powodów niezbyt atrakcyjny...). Po Twojej relacji wygląda na to, że jest to naprawdę udana impreza i coraz bardziej zastanawiam się, czy nie ustawić urlopów w przyszłym roku tak, by się na nią załapać (chociaż to będzie pewnie tematem ciężkich negocjacji...). Super relacja, dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem podobnie. Myślałem sobie - to tylko turniej, dużo ludzi, hałas i nerwówa. Już lepiej zostać w domu, spędzić czas z rodziną, odpocząć po robocie. Po tym doświadczeniu zmieniłem zdanie. Już wiem, że warto zjawiać się na imprezach w tak dużej skali.

      Usuń