czwartek, 9 listopada 2017

Ta mniej lubiana wojna światowa. Recenzja systemu "Pierwsza Wojna Światowa"

   
    Jakiś czas temu ponarzekałem sobie, jak to słabo promowane są  bitewniaki podczas masowych imprez planszówkowych. A szczególnie podczas jednej... Na szczęście jednak wypad na "Planszówki na Narodowym 2017" nie był zupełnie zmarnowanym czasem. Udało mi się wówczas poznać osobiście Marcina Zahorowicza, współautora systemu "Pierwsza Wojna Światowa. Strategiczna Gra Figurkowa". Na szczęście nie skończyło się na jednostronnej wymianie wizytówek. Miałem bowiem okazję i przyjemność osobiście przetestować wymienioną w temacie grę. Dziś opowiem wam właśnie o tym tytule: o tym, jakiego rodzaju zabawy możemy się po nim spodziewać.


Eksperymentalne jednostka carskiej kawalerii pieszej. Stanie na siodle miało dawać żołnierzowi możliwość używania cięższej, wymagającej dwóch rąk broni, poprawiać celność i zapewniać przewagę wysokości w starciach wręcz z klasyczną kawalerią. Niestety rewolucja październikowa pogrzebała tą innowację...




Wojna, która kończy wszystkie wojny.

   Z dwóch wojen uznanych przez światową historiografię za światowe, znacznie popularniejsza jest ta druga. Co jest nie tak z pierwszą? Może to, że nie ma w niej "tych złych" i "tych dobrych"? Może to, że szeroko publikowane wspomnienia i książki dotyczące żałosnej i krótkiej egzystencji żołnierzy ściśniętych w okopach mało nadają się na podstawę do ekscytujących i krzepiących bajeczek z cyklu "Jak to na wojence ładnie"? A może to, że zakończono ją w taki sposób, że już dwadzieścia lat później wybuchła jeszcze gorsza apokalipsa? Jeszcze innym powodem może być stereotypowy obraz pierwszowojennych działań bojowych. Słychać gwizdek, z okopu wybiegają szeregi piechoty i od razu zostają skoszone przez serie z ckm-ów. Wydaje się, że trudno z tego zrobić ciekawą grę.




   Niemniej jednak autorzy próbują. Niedawno mieliśmy setną rocznicę oficjalnego rozpoczęcia tego konfliktu. Przy tej okazji wysypało różnymi grami. I mogliśmy na własne oczy zobaczyć, jak bardzo pomysłowe może być ujęcie tematu. Powstała na przykład planszówka o przygodach legionistów Piłsudskiego na tygodniowym urlopie.


Żołnierze! Najważniejsza w wojsku jest zabawa!

  Gdy zawężamy tematykę tylko do walk, i chcemy zrobić grę figurkową, nadal potrzeba doprecyzować temat. Czy system będzie mówił o walkach na lądzie, na morzu czy w powietrzu? Jak wielki wycinek starć będzie przedstawiać poszczególna rozgrywka? Na jakim teatrze działań się koncentrujemy? W jakiej skali będą wykonane figurki?

    Autorzy "Pierwszej Wojny Światowej" zaproponowali następujące odpowiedzi na te wszystkie pytania. W obecnej chwili system koncentruje się na froncie wschodnim. Ten teren był zbyt rozległy, by zabezpieczyć ludźmi i artylerią całą długość granicy. Dlatego częściej dochodziło na nim do bardziej dynamicznych walk: ucieczek, pościgów, obejść i innych manewrów. Dzięki wybraniu właśnie tego teatru wielkiej wojny mamy szansę na rozgrywkę, w której trzeba będzie nie tylko strzelać, ale też rozważnie przemieszczać oddziały.

   Do tej pory z myślą o tym właśnie systemie  firma "Greenminiatures" (wydawca "Pierwszej Wojny Światowej") wyprodukowała figurki reprezentujące wojska cesarstwa Rosji i Prus. Najbliższe plany na rozwój gry to wzbogacenie gry o kolejne strony konfliktu. W pierwszym rzucie planowane jest wydanie jednostek przynależących do armii Austro-Węgier. 

   A skoro front wschodni i początek wojny, to nie uświadczymy tu ani czołgów, ani aeroplanów, czy okrętów bojowych. Napotkamy za to mnóstwo piechoty i kawalerii, wspieranej przez samochody opancerzone, karabiny maszynowe, artylerię i oczywiście dowódców. To właśnie tymi oddziałami będziemy komenderować w trakcie rozgrywki. 


   Najmniejsza jednostka, w jakiej występują nasi figurkowi podwładni to pluton (około 60 żołnierzy). Ów pluton to jedna podstawka o wymiarach 4 na 3 cm (albo 3 na 4 cm. Artyleria jest rozmieszczana na kwadracie o wymiarach 4 na 4 cm). Do owej podstawki przyklejono trzy figurki piechociarzy (w skali 20 mm) lub dwie kawalerzystów (w skali 20 mm).


   Zazwyczaj trzy podstawki (piechota) lub dwie (kawaleria) tworzą kompanię. I właśnie kompania jest grupą, w ramach której wykonujemy aktywacje oddziałów, a potem działania. Jest ona wspierana przez ewentualne plutony wsparcia (np karabiny maszynowe, miotacze ognia, saperzy, zwiadowcy) i dowodzona przez oficerów, umieszczonych na oddzielnej podstawce.


Na lewo od automobilu widać kompanię. Podstawki z jeźdźcami to plutony jazdy. Okrągła z karabinem maszynowym to wspierający pluton karabinów maszynowych. Za nim sztab kompanii. źródło.


Samouczek oficera.


    Mało o tak konserwatywny gatunek rozrywki, jakim są gry figurkowe. W każdej jednej chodzi o przestawianie ludzików po stole i udawanie, że robią sobie krzywdę. Silnie nawiązująca do realnego konfliktu zbrojnego "Pierwsza Wojna Światowa" nie jest bynajmniej wyjątkiem. A jednocześnie różni się ona od pozostałych systemów. By zrozumieć wyjątkowość tej właśnie grę, trzeba poznać jej zasady. Za chwilę dowiecie się, za pomocą jakich reguł autorzy postarali się opowiedzieć o walkach Prusaków i Austriaków (sort of...) z Rosjanami.


   Z tego co dowiedziałem się na prezentacji, zasadniczą rolę w przebiegu rozgrywki mają odgrywać scenariusze. To one mają opisywać nie tylko wygląd pola bitwy i cele, jakie ma osiągnąć każda ze stron, ale też skład walczących wojsk. W trakcie prezentacji miałem przyjemność kierować działaniami pruskiej kawalerii (wspieranej przez pancerne auto), mającymi uniemożliwić odwrót rosyjskiej piechoty.


   We wstępnej wersji zasad zawarto natomiast scenariusz obrazujący ćwiczenia, w których lepszą ocenę zdobywa ten dowódca, który zajmie wzgórze. Położenie akcentu na scenariusze, bez wskazania prostej rozwałki jako domyślnego sposobu zabawy skojarzyło mi się z "Ogniem i Mieczem". Później zauważyłem jeszcze inne podobieństwa do tego systemu. Ale nie uprzedzajmy faktów, i wróćmy do mechaniki.


   Gdy już ustawimy teren gry, makiety i jednostki, gracz posiadający inicjatywę może aktywować jedną ze swych kompanii.  Składa się zazwyczaj z kilku podstawek (z wyjątkiem pojazdów opancerzonych), dowódcy i wsparcia. Wybierając jednostkę i wydając jej rozkazy, musimy w pierwszej kolejności sprawdzić parametry dowódcy. Kluczowe będą szczególnie dwa: sprawność dowodzenia i kompetencja. Nazwy budzą pewną nieśmiałość, ale stojąca za nimi idea jest zarówno prosta, jak i bardzo atrakcyjna w trakcie gry. Wytłumaczę ją teraz dokładniej.



Krieg? To chyba nie jest polskie nazwisko? Gdyby nie pierwsza wojna światowa, Warhammer 40.000 wyglądałby zupełnie inaczej.


   Każdy pluton (czyli pojedyncza podstawka wchodząca w skład kompanii) może wykonać następujące akcje: ruch, ostrzał, szturm, ognień pośredni (ta opcja przysługuje tylko artylerii), oczekiwanie, reorganizacja i przegrupowanie. Jeżeli graliście kiedyś w "Bolt Action", albo chociaż wiecie, na czym polega ta gra, to zrozumiecie ideę oddziału wykonującego dany rozkaz. We wspomnianym "Bolt Action" wybieramy jedną z sześciu dostępnych akcji (podobnych do tych z "Pierwszej Wojny Światowej"), następnie wskazujemy cel, rzucamy kostkami jeśli trzeba, wprowadzamy w życie jej efekty i przechodzimy do aktywacji kolejnego oddziału.


   Tymczasem w "Pierwszej Wojnie Światowej" jednym z parametrów opisujących dany pluton jest "Wartość Bojowa". Na przykład każda podstawka piechoty biorąca udział w manewrach ma "Wartość Bojową" równą 3. Współczynnik ten jest równocześnie ilością "hit pointów" danej jednostki jak i jej możliwościami działania. A zatem w pełni zdrowy, nienapoczęty pluton może wykonać aż trzy akcje! Na przykład strzelić aż 3 razy! Albo przemieścić się dwa razy i strzelić. Albo przemieścić się i ustawić się w oczekiwaniu na ruchy wroga... Ilość kombinacji jest spora, gracze mają dużo większą swobodę i elastyczność w dysponowaniu swymi jednostkami, niż we wspomnianym "Bolt Action".



Szto wy dumajetie Stanisław Stanisławowicz? źródło.


   Oczywiście, gdy rzeczy wyglądają zbyt pięknie, to znaczy że nie znamy wszystkich warunków umowy. Tak jest i tym razem. Łatwo policzyć, że trzy plutony składające się na kompanię piechoty, mające "Wartość Bojową" na poziomie 3 mogłyby wykonać w trakcie jednej aktywacji aż 9 akcji! Tej siły nic nie zatrzyma, oprócz własnego dowództwa. Tak się bowiem składa, że owe akcje kupuje się za punkty przypisane do dowódcy. Ich ilość jest określona przez parametr "Sprawność Dowodzenia". U dowódcy opisywanej kompanii piechoty jest ona równa 7. To limit akcji, jaki mogą wykonać jednostki należące do kompanii. Kolejnym ważnym parametrem dowódcy jest "Kompetencja". Określa ona, ile rodzajów rozkazów możemy wybrać spośród wszystkich, jakie oferuje gra. I tak przy wartości 2 nie przeprowadzimy diabolicznego planu, w którym jeden pluton przemieszcza się i oczekuje na przybycie wroga, a drugi w tym czasie okrąża go i ostrzeliwuje go z przeciwnej strony. Trzeci zaś dochodzi do siebie po prysznicu z trotylu i ołowiu. 

Zamiast tego możemy wydać naszym jednostkom polecenia wykonania jedynie dwóch z wymienionych wyżej akcji. 

    Warto tu dodać, że należące do aktywowanej kompanii plutony/podstawki aktywujemy w dowolnej kolejności. Podobnie w dowolnej kolejności wykonujemy przydzielone aktywowanemu plutonowi akcje. Najważniejsze jest jednak zaplanowanie i rozdzielenie punktów akcji każdej podstawce przed zaczęciem wykonywania działań aktywowanej kompanii.  




"Pierwsza Wojna Światowa" na pełnym wypasie. Oprócz makiet i figurek widać karty jednostek i tabelki z najważniejszymi informacjami. Białe obiekty po lewej stronie traktu to kostki.  źródło.

    Zasady aktywowania oddziałów to jeden z dwóch elementów mechaniki, który zrobił na mnie tak dobre wrażenie podczas prezentacji. Z jednej strony mamy dużą kontrolę nad jednostkami, możemy w trakcie jednej aktywacji kompanii wycisnąć z niej bardzo dużo skuteczności. Z drugiej zaś: nie możemy szastać punktami "Sprawności Dowodzenia" na lewo i prawo. Pomimo, że jest ich dużo, to wskazany jest rozsądek i rozważne ich wykorzystanie. Dobrym przykładem jest rozgrywka pokazowa. Nie znałem jeszcze wszystkich możliwości systemu i nastawiłem się na wystrzelanie uciekających Rosjan. Faktycznie, udało mi się wybić do zera jeden pluton. Ale pozostałe trzy otrzymały maksymalną ilość akcji "ruch". A że znajdowały się na drodze, prawie zdążyły opuścić mapę i wygrać tym samym scenariusz. Rozsądniej bym zrobił, gdyby większa część moich akcji została przeznaczona na ruch, a tym samym zablokowanie szosy.


Takie właśnie planowanie umożliwia i premiuje "Pierwsza Wojna Światowa".

     Druga zaleta mechaniki, to kości, jakie stosuje się w grze. Technicznie rzecz biorąc, są to kości dziesięciościenne. Geometrycznie identyczne z tymi, które stanowiły powód zakupu planszówki "Robin Hood". Na ich ściankach, zamiast cyfr znajdują się jednak ikonki. Wyglądają tak:




    Ważną sprawą jest ilość tych symboli. Na każdej kostce zaprojektowanej z myślą o "Pierwszej Wojnie Światowej" mamy po jednej krytycznej porażce i jednym krytycznym sukcesie, oraz cztery porażki i cztery sukcesy. Ponieważ większość rzutów wykonuje się za pomocą dwóch kostek, krytyki wypadają relatywnie rzadko, ale zdarzają się wystarczająco często, by brać je pod uwagę w kalkulacjach. Błyskawicznie też można ocenić efekt ostrzału lub szturmu. Specjalne kostki, razem z bardzo prostymi zasadami dotyczącymi ruchu (ze względu na małą skalę nie ma tu upierdliwych reguł dotyczących wheelowania, zwrotów, frontu/flanki itp) sprawiają, że w grze koncertujemy się nie na przesuwaniu podstawek z aptekarską dokładnością i zabawie w żywy kalkulator, ale na obmyślaniu planu i wprowadzaniu go w życie. 


  Warto dodać, że twórcy gry zamieścili w zasadach tabelkę pozwalającą na wykorzystywanie kości k10. W dodatku jest ona bardzo intuicyjna: 1 - to krytyczny porażka, 10 zaś oznacza krytyczny sukces. Pozostałe wyniki równie łatwo przełożyć na symbole sukcesów/porażek.

   Podsumowując, dzięki mechanice "Pierwsza Wojna Światowa" zawiera w sobie to, co w bitewniakach najfajniejsze (planowanie, decyzyjność i dreszczyk emocji zapewniany przez losowość). Zminimalizowano zaś elementy nużące i stanowiące pole do ewentualnych sporów: pomiary i obliczenia. Czy wspomniałem już, że całość zasad mieści się na 12 stronach A4? Autorzy systemu: Marcin Gerkowicz i Marcin Zahorowicz zrobili dobrą robotę!


   Oczywiście nie ma zasad tak dobrych, by nie można było ich jeszcze poprawić. Nieco skomplikowaną i nieintuicyjną kwestią pozostały w grze straty, jakie ponosi pluton, oraz związana z nimi dezorganizacja i spadek morale. Podobnie jak w "Ogniem i Mieczem" dezorganizacja może mieć kilka stopni. Im niższa, tym mniejsze możliwości działania ma oddział. Czasami nie trzeba masakrować wrogich żołnierzy. Dużo prostszym acz niemal równie efektywnym posunięciem mogą być próby przestraszenia ich.

    Miałem to szczęście, że poznałem grę w trakcie pokazu. Każdą zasadę i ewentualność wytłumaczono mi w czasie rzeczywistym. Zasady (nawet te, które wymieniam jako nadające się do uproszczenia) nie wydawały się wówczas zawikłane. Jednak gdybym miał tylko opierać się na aktualnie udostępnionym podręczniku (do pobrania z tej strony), to mógłbym się nieco pogubić. Objętość samych zasad jest niewielka, ale brakuje mi trochę przykładów różnych sytuacji, pozwalających lepiej zrozumieć mechanikę. Można by też poprawić kompozycję, np. na stronie 6 opisano parametry jednostek. A na 16 tej - ikonki, którymi oznaczono te parametry na kartach jednostek.


Nie tylko mi się podobało. Zwróćcie uwagę na pole bitwy o rozmiarach przystosowanych do normalnego mieszkania. źródło.


   Na szczęście ten podręcznik to wersja beta. Jego ostateczna postać będzie różnić się od obecnej, szczególnie, jeśli udzielicie autorom informacji zwrotnych. Osobiście - najchętniej widziałbym filmik (albo serię filmików) na youtube, tłumaczący reguły równie sprawnie i przejrzyście, jak uczyniono to w trakcie prezentacji na żywo.

W oczekiwaniu na Wielką Wojnę. 


   W chwili obecnej mamy do czynienia z okresem niemowlęctwa "Pierwszej Wojny Światowej". System jest już napisany i mniej więcej można określić jego specyfikę. Wciąż jednak jest na zbyt wczesnym etapie rozwoju, by mógł dotrzeć do szerokiej publiczności. Udostępniono zbyt mało scenariuszy i zbyt mało zasad.

   Podobnie ma się sprawa z figurkami. Te, które widziałem w trakcie pokazu zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Po pierwsze: były wyjątkowo szczegółowe i dokładnie odlane. Po drugie pięknie pomalowane. Oczywiście trzeba pamiętać, że taki pokaz jest jak randka. Nie idzie się na niego wyglądając jak na co dzień. Domyślam się więc, że te modele to najlepsze, co Greenminiatures miał do pokazania. By móc wypowiedzieć się o jakości przeciętnej figurki, musiałbym takową najpierw zobaczyć. Jeśli chcecie przeprowadzić taką analizę samodzielnie, zajrzyjcie do sklepu internetowego wydawcy.

   Mimo to przypuszczam, że ostatecznie modele będą i tak ładniejsze o tych, które można dostać już teraz. Opisywana gra ma to do siebie, że pokazuje walki, które toczyły się realnie. Dlatego nie mamy tutaj fantastycznych wojsk, ale modele żołnierzy, które ktoś już kiedyś wyprodukował. Nie musimy czekać, aż pojawią się w sprzedaży wszelkie rodzaje formacji i broni. Możemy skorzystać z oferty takich firm jak Strelets czy Caesar Miniatures. Może nie są najlepiej wykonanymi figurkami na świecie, może brakuje modeli oficerów czy plutonów wsparcia... Ale ta cena! Jeśli nie nastawimy się na kupno firmowych żołnierzyków, to koszt grywalnej armii może wynieść około 120 zł!


Wypraska z plastikowymi Rosjanami. Wolę nie wyobrażać sobie wycinania i przygotowywania tych figurek do malowania. Samo malowanie zaś mogłoby zmienić mą opinię o gumoplastikach Mantica.


    Ale to jeszcze nic! Może być jeszcze taniej. Na tą chwilę "Pierwsza Wojna Światowa" osiągnęła pułap ideału cenowego. Zalinkowany wcześniej podręcznik zawiera nie tylko zasady i przykładowy scenariusz, ale też żetony, które można sobie wydrukować i wyciąć. Mają one wymiary identyczne z podstawkami, którymi posługujemy się w trakcie gry. Okazuje się więc, że został pobity rekord "Wojnacji". Nie tylko zasady są za darmo. figurki (czy też raczej ich proksy...) też!

   Bardzo doceniam taką politykę wydawcy. Nie musicie wierzyć tej recenzji na słowo, nie musicie kupować kota w worku. Wystarczy ściągnąć materiały, wydrukować, wyciąć, rozłożyć i zagrać. Jeśli gra wam się spodoba, możecie zawsze sięgnąć po więcej. I grać z użyciem żetonów, póki nie pomalujecie figurek. Albo w ogóle poprzestać na kartonie, jeśli los poskąpił wam żyłki figurkowego maniaka. 

A gdy się okaże, że to jednak coś nie dla was - koszt inwestycji to tylko czas poświęcony na naukę zasad i spróbowanie rozgrywki. Czyli jakieś 2 godziny. A potem nie trzeba się kłopotać sprzedażą nietrafionego zakupu na allegro.


A tutaj ludziki od Greenminiatures. Jeśli piechota nie zatrzyma szarży dragonów, jest zgubiona!


    I jeszcze jedna informacja, być może mało istotna dla czytelników tego bloga, ale bardzo ważna dla dalszych losów "Pierwszej Wojny Światowej" jako systemu bitewnego. Mechanika gry i potrzebne materiały mają być przełożone na angielski. To dobry sposób na zapewnienie tytułowi zainteresowania na większą skalę, niż jest to możliwe na naszym krajowym poletku. A dzięki temu pozycja będzie miał paliwo do dalszego rozwoju. innymi słowy - wydaje się, że to bezpieczna inwestycja. Zainteresowanie zachodniej klienteli może zapewnić dopływ nowych dodatków i figurek w przyszłości. 

    A skoro o przyszłości gry mowa, skorzystałem z faktu, że poznałem na żywo jednego z autorów i poprosiłem go o udzielenie małego wywiadu nt. "Pierwszej Wojny Światowej". Zapraszam do lektury, dzięki niemu możecie dowiedzieć się więcej o tym systemie. I to z pierwszej ręki!


Pierwsze pytanie dotyczy autoprezentacji. Poznaliśmy się osobiście na "Planszówkach na Narodowym", ale warto, byś opowiedział szczerzej o sobie i o swym dorobku na polu gier bitewnych.

   Hmmm… to w sumie złożone zagadnienie. Pierwszy raz spotkałem się z grami strategicznymi wykorzystującymi figurki jeszcze w redakcji pisma "Magia i Miecz" w latach 90-tych. Uczęszczałem do klubu gier RPG przy redakcji. Tam też poznałem pierwsze systemy takie jak: "Warhammer FB" , "WH40K" i kilka innych. Następne miejsce, które niejako ugruntowało moje zainteresowanie tym rodzajem rozrywki był Staromiejski Ośrodek Kultury i jego sekcja gier planszowych i bitewnych. Długi czas współpracowałem z słynną księgarnią Faber  i Faber przy przygotowywaniu konwentów organizowanych przez Games Workshop w Polsce, pełniąc przy tym różne funkcje. Przez trzy lata prowadziłem swój sklep o nazwie Wilcza Jama w Warszawie poświęcony tematyce gier strategicznych. Uczestniczyłem też w testowaniu systemu "Ogniem i Mieczem" polskiej firmy Wargamer. Później rzeźbiłem figurki do tegoż systemu. To pokrótce moje doświadczenia na polu gier strategicznych.


Skojarzeń z "OiM" ciąg dalszy: Moskwa, kozacy, Prusy, kawaleria, kresy wschodnie...



Jak to było z pierwszym pomysłem na temat "Pierwszej wojny światowej"? Skąd idea opracowania takiej właśnie gry? 

   Pomysł powstał w głowach trzech osób. Śmiejemy się że to projekt 3M. Pomysłodawcami są: Marcin Janiszewski, Marcin Zahorowicz i Marcin Gerkowicz; stąd ten skrót. Chcieliśmy stworzyć prosty system bitewny w którym można rozegrać konflikty zbrojne z początku XX wieku. Długo analizowaliśmy jaki okres będzie najlepszym czasem wyjściowym do stworzenia podwalin naszej gry. W końcu padło na I wojnę światową.

Czy w przygotowaniu mechaniki systemu korzystaliście z jakichś wzorów? Jakie systemy stanowiły inspirację?

W tym przypadku nie ma jednoznacznej odpowiedzi, jako że twórcy "Pierwszej Wojny Światowej" mają szerokie doświadczenie i wiedzę na polu tworzenia gier. I to nie tylko figurkowych ale też komputerowych. Dlatego niezmiernie trudno mi wskazać jeden lub nawet kilka systemów będących inspiracją. Na starcie określiliśmy założenia sytemu czyli: prostotę, postawienie na odwzorowaniu ówczesnego sytemu dowodzenia, sposobu walki i strategii na mniejszą skale. I właśnie tego się trzymaliśmy. Wiem, że niektóre zasady mogą się kojarzyć z konkretnymi, już istniejącymi systemami, ale trudno stworzyć coś naprawdę przełomowego. Choć mam nadzieję, że nam się udało.


Gdyby do oznaczania rozkazów używano w "PWŚ" kostek, to trudno byłoby ją odróżnić od "BA".


Od razu po prezentacji chciałem dowiedzieć się więcej o grze, czym prędzej zajrzałem na profil facebookowy. Czy istnieje jakaś strona poświęcona "Pierwszej Wojnie Światowej"? A może forum, na którym będzie można się umówić na grę? 

   Na profilu facebookowym jest link do pobrania podręcznika głównego. W chwili obecnej zakończyliśmy też tworzyć stronę internetową, wraz ze sklepem.
Nie posiadamy forum i sądzę że pozostaniemy w obszarach mediów społecznościowych. W celu konsolidacji naszych fanów powołamy do istnienia grupy na FB. Jeżeli chodzi o scenariusze, to będą się pojawiały Albo jako dodatkowe i oddzielne publikacje albo w większych kampaniach. Szczegóły podamy na profilu.

Porozmawialiśmy trochę o kosztach systemu, może warto przybliżyć je potencjalnym graczom?

    Niedawno przeczytałem na jednym z blogów że nasz system ma najniższą kwotę wejścia 😊. Jest to prawda, bo podręcznik główny można pobrać za darmo a do niego dodaliśmy trzy plansze żetonów, które po wydrukowaniu i pocięciu pozwalają rozegrać pierwszy scenariusz. Jeżeli chodzi o koszty samych figurek to cena blistera kształtuje się w okolicach 54 zł, pojazdy są ciut droższe: 59 zł. Wiem że to nie jest mała cena za pojedynczy blister. Staramy się jednak nie stosować metod sprzedażowych innych firm, gdzie do wystawienia na stół np. kompani wojska trzeba kupić dwa blistery.

   I mimo, że cena blistera w przypadku innych firm jest na poziomie powiedzmy 36 zł, to w rzeczywistości wydajemy 72 zł bo potrzebujemy, aż dwóch opakowań, żeby stworzyć podstawową jednostkę. 

Nasza polityka sprzedaży jest inna, pakujemy takie ilości figurek, by klient kupując blister miał od razu pełne jednostki. Trzeba też wspomnieć o figurkach kolekcjonerskich które też będą w naszej ofercie. Ich cena jest większa, ale wynika ze znacznie większej skali: 1:16. Liczymy, że orientacyjny koszt wejścia dla jednej grywalnej armii to 250 - 300 zł.


A starczy na piwo i panienki?


Nie znając scenariuszy, nie wiem jak wygląda typowa rozgrywka w "Pierwszą Wojnę Światową". W trakcie prezentacji wszystko szło prosto i szybko, ale każda ze stron dysponowała znikomą ilością jednostek. Podobnie pole bitwy było niewielkie, jak na standardy bitewniaków. Ile jednostek występuje w grze zazwyczaj? Jak duży stół jest potrzebny do zabawy?

    Staramy się celować w stoły o wymiarach 60 x 60 cm ale pojawią się i większe pola bitew. Jednak nawet tak nieduży (jak na grę bitewną) stół można stać się areną wielu ciekawych i urozmaiconych starć. Obecnie pisane scenariusze zakładają użycie do 15 podstawek  na stronę (około trzech kompani ze wsparciem i dowódcami).  Wiemy że gracze będą chcieli też móc rozegrać większe bitwy, gdzie będzie można dowodzić batalionami lub pułkami. Mamy przygotowane i takie scenariusze. Tak naprawdę nie ma ograniczenia wielkości rozgrywki czy ilości podstawek reprezentujących jednostki albo wielkość stołu. Ograniczenie to tylko czas i fundusze jakie przeznaczymy na rozgrywkę.

Jak wyglądają plany na rozwój systemu? Czego możemy spodziewać się w najbliższym czasie? Jakie dodatki i figurki mają zostać wydane w ciągu kilku najbliższych miesięcy? A jakie elementy systemu są rozważane, ale na razie odłożono je na dalszą przyszłość? 

 W najbliższym czasie planujemy wydać jeszcze jedną stronę konfliktu z frontu wschodniego. Będziemy też rozwijać obecnie będące w sprzedaży armie o nowe typy jednostek i oddziały wsparcia tj. medyków, zwiadowców, piechotę z granatami nasadkowymi itp.  Zaplanowaliśmy też wydanie dużego dodatku, w którym znajdzie się kilka scenariuszy ułożonych w krótką kampanię. Następny dodatek to dodatkowe zasady wzbogacające możliwości istniejącej mechaniki, które naszym zdaniem podniosą atrakcyjność rozgrywki na wyższy poziom. Warto dodać że na Święto Niepodległości planujemy specjalną niespodziankę dla miłośników naszej gry i historii. W chwili obecnej nie planujemy wydawać papierowych podręczników. Dostępne będą jedynie książki w formacie e-book-ów. Zamiast wydawania książek, wolimy skupić się na tworzeniu nowych, coraz lepszych i ciekawszych figurek i modeli.

W temacie dodatków i figurek, pierwsza wojna światowa jest wyjątkowo wdzięcznym tematem.


System jest ciągle w fazie wczesnodziecięcej. Czy "Greenminiatures" potrzebuje jakiegoś wsparcia w jego rozwoju? Może playtesterów, ludzi do prowadzenia pokazów? Albo kogoś do malowania modeli, pisania scenariuszy, grafik, składu, korekty? Jeśli tak, to jakie kwalifikacje są wymagane i gdzie trzeba się zgłosić? 

   Oczywiście przyjmiemy wszelką pomoc. Szczególnie poszukujemy teraz playtesterów, osób do prowadzenia pokazów oraz pisarzy które znają historię I wojny światowej, którzy chcieliby pisać i tworzyć scenariusze. Szukamy też grupy rekonstrukcyjnej, najlepiej z Warszawy lub okolic do stałej współpracy. Wiadomo, że chcielibyśmy, aby osoby które się do nas zgłaszają miały doświadczenie na polu, w jakim chcą podjąć z nami współpracę. Ale najbardziej stawiamy na zaangażowanie i chęci. One są podstawą sukcesu. Reszty można się nauczyć.

Na koniec wywiadu spróbujmy wybiec w przyszłość. Co z Twojego punktu widzenia świadczyło by o sukcesie "Pierwszej Wojny Światowej"?


My tworzymy, a to ludzie ocenią naszą pracę. To opinia fanów przerodzi się w sukces lub porażkę systemu. Dlatego nie chciałbym na tym etapie, na jakim obecnie jesteśmy, spekulować na ten temat. Na odpowiedź jeszcze za wcześnie, poczekajmy na rozwój systemu.

Dziękuję za rozmowę i życzę Tobie oraz "Pierwszej Wojnie Światowej" wielu sukcesów i popularności.


* * *

    Tak oto prezentuje się na obecną chwilę zupełnie nowa polska gra figurkowa. Zabawa w trakcie prezentacji była przednia i z chęcią powtórzyłbym to doświadczenie. Zasady są wyjątkowo przystępne, figurek nie trzeba dużo, tematyka atrakcyjna - czegóż chcieć więcej? Oczywiście środowiska, czyli innych graczy. Na szczęście to jeden z tych tytułów o niskim progu wejścia. Spokojnie można sobie złożyć dwie strony konfliktu i zmuszać do gry odwiedzających nas gości i rodzinę :)

    Trzymam kciuki za powodzenie gry. A gdy wyjdą zasady po angielsku, jestem go pewien.

Nie mogłem się powstrzymać przed wrzuceniem zdjęcia tego pojazdu.




32 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się rozwiązanie dowodzenia kompanią -decyzje ile punktów wydać w jaki sposób to urozmaicenie które bardzo podoba mi się w bitewniakach -tak samo w mój gust trafiły punkty kondycji z wojnacji.
    Jeśli chodzi o komentarz, że PWŚ jest bardzo podobna do bolt action to po przeczytaniu recenzji obu systemów (nie grałem w żaden) mam inne wrażenie, w BA chqrakterystyczny jest worek kości określający kolejność aktywacji. Jak wygląda kolejność w PWŚ jeszcze nie wiem, ale jestem na tyle zainteresowany, że pewnie się dowiem, skoro podręcznik jest za darmo :-)

    dumny puchacz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejność aktywacji jest zależna od scenariusza. A potem jest przeprowadzana naprzemiennie (tak z grubsza). Niestety podręcznik w chwili obecnej zawiera tylko jeden podstawowy scenariusz. Bardzo czekam na ich większą ilość!
      Też mi się podobały te akcje, rewelacyjne rozwiązanie. Trzeba jeździć na pokazy, to zagrasz sobie nie tylko kartonikami :) Albo nawet szarpnąć się na te czy inne figurki.

      Usuń
  2. Widziałem już zajawki na Internecie i pewnie fanów swoich znajdzie, jak wiele gier. Mi osobiście 20mm nie wystarcza malarsko, a I wojny fanem nie byłem. Niemniej jednak życzę autorom niezapomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaś sobie myślę o tej grze podobnie jak o "Wojnacji", "Test of Honour" czy "Tribal" - nie wymaga ona dużych ilości modeli, dużo miejsca, zasady ma proste i grywalne. Czyli nie jest to system w który się wchodzi całym sobą, zastawia się samochodów na poczet kupna modeli i bierze roczny urlop na naukę zasad i treningi. Raczej prosta gra, w którą można sobie na luzie pyknąć nawet z tymi, którzy nie grają na co dzień w bitewniaki. Jako taka wydaje się być bardzo fajną propozycją.

      Usuń
    2. Czas pokażę. Test of Honour (w szczególności) czy Tribal (mniej) będzie miało większą popularność, gdyż goście z zachodu promują grę. Ładne modele, fajne kampanię itd. Tribal dzięki promocji North Star także będzie popularny... na zachodzie. No ale chodzi o dobrą zabawę przede wszystkim (chyba?), więc nawet jak na realia Polski gra zdobędzie fanów wiernych to też dobrze, a jak nie to zostanie wieczną "propozycją" do pogrania na pokazach i konwentach :)

      Gra może być grywalna i prosta,ale musi zachęcić czymś jeszcze. Jako, że to bitewniak to figurki.
      Jakby było 28mm kolekcjonersko bym się pochylił, a 1/72 dla mnie akurat za małe i nie umiem malować tej skali tak jakbym chciał. Choć 25 lat temu lubiłem moje Airfix'y :)

      Nie wiem, może ktoś chętniej wejdzie w system to są na tynku figurki w tej skali i łatwiej będzie zebrać wojsko. Czas pokaże, i życzę jak najlepiej :)

      Usuń
    3. Nie można się nie podpisać pod dwoma punktami. Po pierwsze - promocja wpływa na popularność gry. A popularność gry - i szerzej - całego hobby - ułatwia promocję. Zachód ma łatwiej niż Polacy. Ale to nie znaczy, że nic się nie da zrobić. Po drugie - gra musi mieć w sobie jakiś "magnes". Na mechanice "PWŚ" można by zrobić fajną grę o Indianach i konkwistadorach, o walkach w Iraku oraz Warhammera 40.000. Temat sprawi, że trafi ona raczej do miłośników pierwszej wojny światowej. Też mam nadzieję, że system się przyjmie jak najszerzej. Niemniej jednak ci, którzy czują odrazę to tego tematu, mogą się nie skusić.

      Usuń
  3. W pierwszą wojenkę bym pograł nawet nigdzie nie widziałem jakiejś zapowiedzi s tu proszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz i masz! W dodatku od razu do ściągnięcia i za darmo. Tylko że nie jest to stereotypowa I WŚ, z Francuzami i Niemcami w okopach. Ale moim zdaniem to nawet lepiej.

      Usuń
  4. Nie dla mnie. Skala nie jest niczym dla mnie dziwnym ale sam wygląd starcia przypomina mi za bardzo DBA bądź inne Flamesy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie DBA - De Bellis Antiquitatis? Czy ja wiem... mimo wszystko mamy w tej grze sporą swobodę ruchów. A skojarzenie z FoW to chyba raczej plus?

      Usuń
  5. A ja właśnie wolałbym 15mm. Wielkie figurki na małym polu bitwy to zły pomysł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie przy tej grze to kwestia umowna. I tak gra się podstawkami. Z tym, że gdyby to było 15 mm, trzeba by więcej żołnierzy na podstawkę: np 6 zamiast 3.

      Usuń
    2. Jak przeszkadzają wielkie figurki na małym polu bitwy, to polecam modele 3mm od Oddziału Ósmego. ;)

      Usuń
    3. Właśnie obejrzałem ich profil na FB. https://www.facebook.com/pg/oddzial.osmy/about/?ref=page_internal

      Już widziałem te figurki na żywo, i wiem, że są genialne. Ale czy mają gdzieś własny firmowy sklep?

      Usuń
    4. Część rzeczy można zamówić od assault publishing (http://assaultpublishing.com/), może jak zagadasz na fb to uda się dogadać. Jeśli się nie da to chętnie pomogę bo też z Łodzi jestem ;).

      Usuń
    5. Znalazłem ich katalog... I gdybym kiedyś decydował się na zakup, to wiem, gdzie szukać. Na razie jednak chcę domalować to, co mam już kupione i pozaczynane.

      Usuń
  6. Mniejsza skala robiłaby lepsze wrażenie wizualne, teraz wygląda to jak malutka strzelanka, a nie bitwa. Niemniej zasady wydają się zacne, zobaczymy jak się gra rozwinie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie gra nie ma przedstawiać wielkich bitew. Ale z drugiej strony trzy podstawki mają (9 figurek) - mają obrazować około 180 żołnierzy. W każdym bitewniaku oprócz skirmishy występuje zjawisko redukcji w przedstawianiu realnie uczestniczących wojsk. Każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Więcej figurek wygląda zawsze lepiej, ale tylko wtedy, gdy są odpowiednio pomalowane.

      Usuń
  7. Widzę że część komentujących ma podobne odczucia co ja - skala figurek trochę nie leży. Nie chodzi o same modele, ale o to że trzy ludki przedstawiają cały pluton... nawet gdyby tych trzech to była drużyna to i tak trzeba by było mocne mrużyć oczy żeby złapać klimat 1-wojennej bitwy (i to nawet przy założeniu że nie robimy natarcia pod Sommą).

    ALE (żeby nie było negatywnie)

    być może ten system jest dobrym pomysłem na zakup kilku paczuszek 1-wojennych w skali 10 mm (moim zdaniem trochę niedocenianej na naszym podwórku)? Pendraken ma całkiem pokaźną ofertę, łącznie z Polakami!

    Obawiam się tylko że ściągnięcie sobie za darmo zasad bez kupowania figurek spowoduje że autorzy nie będą zarabiać i po jakimś czasie system umrze... ale może zbytnio wybiegam myślami w przyszłość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc tekst, zrobiłem krótki research figurek w tej skali i z tego okresu. Nie znalazłem ich wiele. A dobrze wykonanych - wcale. Myślę więc, że same modele mogą cieszyć się popularnością wśród kupujących. Ale nie w Polsce tylko na zachodzie (czyli najbardziej w Anglii).
      Na razie gra startuje. Mam mocną nadzieję, że się przyjmie. Ale to raczej za granicą będzie najwięcej fanów. Stąd ważne jest jak najszybsze przetłumaczenie podręcznika.

      Usuń
    2. Może powinienem uściślić - skala nie leży MI OSOBIŚCIE :) Ja doskonale wiem że 20mm (nominalne 1/72) ma dużo zwolenników i u nas i na tzw. zachodzie, i że dużo osób nie ma problemu z małą ilością ludzików reprezentującą dużą ilość żołnierzy (w końcu nie bez powodu rodzina systemów De Bellis Cośtamcośtam jest jedną z najpopularniejszych na świecie). Jak najbardziej trzymam kciuki żeby się chłopakom udało z tą serią figurek... tyle że w tym im nie pomogę :)

      Usuń
    3. A ja pomogę! Może niekoniecznie przez zakupy (choć gdybym miał więcej czasu, to chętniej wybrałbym ten system, zamiast np Gates of Antares) ale bardziej przez popularyzację :)

      Usuń
  8. Jak zwykle bardzo dobry tekst! Mnie jak sam tytuł wskazuje ta wojna pociąga jakoś mniej (chociaż II też przegrywa u mnie z różnorakim SF). Podoba mi się podejście autorów do zasad, ciekawe jak projekt się potoczy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy wpis. Chyba sobie nawet ściągnę te zasady, żeby zobaczyć co to za potwora. Co do skali gry, to przy tak małej ilości potrzebnych modeli, myślę że i 20mm może się przyjąć (mówię tu o rynku zachodnim). Ważne by gra była należycie promowana.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zasady są bardzo przyjemne (wrażenia po przeczytaniu), a i skala to nie problem -tak jak ktoś zauważył istotne są wymiary podstawek, więc jeśli mamy regularnego przeciwnika można umówić się na korzystanie z modeli innej wielkości. Tylko wtedy pewnie trzeba będzie pokombinować jak je zdobyć, a w skali domyślnej jest oferta producenta

    Dumny puchacz

    OdpowiedzUsuń
  11. Dosłownie wczoraj wyszedł pierwszy dodatek, opisujący walki toczone przez kolaborujące z zaborcą Legiony Polskie. Tutaj adres strony, z której można go pobrać: http://greenminiatures.com/do-pobrania/
    A wkrótce jego recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj gervaz ale Legiony to Ty szanuj bo Ci zaraz Marsz Niepodległości wjedzie na chatę z bejsbolami :D :D :D (tak tak, to był żart jakby co).

      Usuń
    2. A ja zupełnie na poważnie odpowiem, że gdyby nie ten dodatek, to moje myślenie o Legionach pozostałoby na poziomie tego uproszczonego, rodem z podstawówki. Ale przeczytałem sobie wstawkę historyczną, a potem sięgnąłem do wikipedii. I nasunęły mi się bardzo ciekawe wnioski, którymi nie omieszkam wzbogacić recenzji dodatku. A Marsz Niepodległości to zupełnie inny temat. Najsmutniejsze jest w nim to, że choćby demonstranci zabili bezkarnie wszystkich innowierców i przeciwników politycznych, to i tak nie rozwiążą w ten sposób swoich podstawowych problemów.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Dokładnie. Zawsze będą potrzebowali następnych wrogów.

      Usuń
  12. Mogę półoficjalnie dodać, że dodatek o Legionach jest dość skromny w porównaniu z kolejnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jaki będzie kolejny, ale ten jest idealny na początek. Pozwala na zapoznanie się z mechaniką i różnicami między jednostkami. Oferuje scenariusze, które pozwalają na taktyczne wyżycie się. Ale nie przytłacza nadmiarem informacji ani zasad specjalnych. No i wartość edukacyjna - kolejny plus.

      Usuń