czwartek, 3 sierpnia 2017

Zima nadejdzie w kwietniu! Jak będzie w "A Song of Ice & Fire: Tabletop Miniatures Game"?

      

      W marcu 2017 roku po raz pierwszy zapowiedziano wydanie pełnoprawnej bitewnej gry figurkowej, której akcja ma czerpać pełnymi garściami z cyklu "Pieśń Lodu i Ognia", znanego szerzej pod nazwą "Gra o Tron". 
Ta wieść zadziałała na mnie niczym plotka o nadchodzącej sprzedaży papieru toaletowego w czasach PRLu! No bo jak tu się nie podniecić? Od czasu, gdy przeczytałem finałowe sceny pierwszego tomu stałem się oddanym fanem książek. Dzięki najchętniej na świecie ściąganemu nielegalnie  serialowi, bohaterowie i wydarzenia z tej sagi przebili popularnością uniwersum stworzone przez Tolkiena. 

Jakby tego było mało - grę miał współprojektować Eric M. Lang, człowiek, któremu zawdzięczam kilkaset godzin świetnej zabawy przy tak wspaniałych tytułach jak "Chaos in the Old World", "Star Wars. The card game", "Warhammer. Invasion", "Warhammer 40.000 Conquest" - oraz oczywiście "A Game of Thrones. The Card Game". 
Do tego wydawcą gry jest CMON, czyli Cool Mini or Not. Już od dłuższego czasu firma ta walczy o podium w dziedzinie jakości sprzedawanych figurek. Jej ostatnie produkcje ("Blood Rage", "The Others") to perełki, jeśli chodzi o to, jak wyglądają występujące w nich modele.



Zanosi się na prawdziwie epickie pudło!

Już w tym momencie wiedziałem, że muszę poznać tą grę bliżej. Zebrałem dostępne wówczas w sieci informacje o tym tytule, puściłem je w tym wpisie. A potem nastawiłem radar w wyszukiwarce na pojawiające się informacje o tym tytule. 


W chwili, gdy piszę te słowa, grę można już kupić - z tym, że dostanie ona dostarczona najwcześniej w kwietniu 2018go roku. Takie są już uroki kickstartera... Niemniej jednak, dzięki trwającej akcji zrzutkowo - promocyjnej dostaliśmy bardzo dużo konkretnych informacji i o mechanice gry, i o jej przebiegu.
Na tą chwilę jest ich już na tyle dużo, że można opisać grę, nie siląc się na domniemania i spekulacje. Zobaczmy więc





Pierwsza w Polsce recenzja...


      Jak zauważył Michał Kucharski, używanie powyższych słów w odniesieniu do gry, której nie widziało się na oczy może być pewnym nadużyciem. Mimo wszystko ilość i rodzaj różnych informacji nt tej gry pozwala na dość precyzyjne jej opisanie. A następnie przewidzenie, jaki rodzaj zabawy będzie ona oferować. Zacznijmy zatem opisanie systemu od początku.


"ASoI&F" ma być pełnowymiarowym masowym bitewniakiem w stylu starego Warhammera Fantasy Battle. To znaczy, że będziemy w tej grze dowodzić całymi armiami, składającymi się z regimentów uformowanych w szyku zwartym. Będą one reprezentowane przez grupy figurek; za pole bitwy posłuży nam powierzchnia stołu. Za pomocą miarki calowej określimy, jak daleko przesuną się nasze oddziały. Zaś kostki pokażą, jak dużą szkodę nasi żołnierze wyrządzili nieprzyjacielowi. Istotą tego typu gier jest umiejętne manewrowanie jednostkami, dobieranie odpowiedniego oddziału do uderzenia na wybrany regiment - oraz oczywiście szczęście w turlaniu.

Zresztą - jeśli czytacie tego bloga, to pewnie macie jakieś pojęcie, czym jest bitewniak i powyższy opis był raczej zbędny.


Tak to mniej więcej wygląda w praktyce.


Jednak w przypadku "ASoI&F" pojawią się dodatkowe, istotne elementy. Po pierwsze pojawią się w niej jednostki niebojowe. Czyli wszystkie te postacie z cyklu, które były zbyt małe, lub zbyt kobiece, by brać bezpośredni udział w bitwie - ale starały się na nią wpłynąć prawem i lewem. 

Ponadto nasze szczęście będzie modyfikowane przez karty taktyki. Zagrane w odpowiednim momencie, wpłyną one istotnie na przebieg starcia. Zapewnią nam bonus w określonej sytuacji lub znacznie zaszkodzą przeciwnikowi.

To tyle wstępu, pora przejść tam, gdzie siedzi diabeł - czyli do szczegółów.


Wojna Pięciu Królów.


Uwaga, ten podrozdział będzie zawierał spoilery!


      Jak pewnie wiecie, cała historia przedstawiona w cyklu znacznie nabiera tempa od chwili, gdy król Westeros, Robert Baratheon ginie z powodu wypadku na polowaniu. Oczywiście wypadek to oficjalna wersja, ci, którzy nie dadzą się zwieść reżimowym mediom, wiedzą, że to był zamach!

To niemożliwe, by zwykły dzik zdołał powalić tego, który zwyciężył Rhaegara Targaryena!

      Śmierć monarchy to zawsze krytyczny moment dla średniowiecznego państwa, co rusz to pojawiają się pretendenci z mocniejszymi lub słabszymi pretensjami do władzy. Tak też było w tym wypadku. W dodatku nieumiejętna polityka następcy - króla Joffreya doprowadziła do zwiększenia niepokojów i niestabilności. 


      W efekcie, na kontynencie Westeros panuje bez mała wojna każdego z każdym. Sojusze zmieniają się jak w kalejdoskopie, krew leje się strumieniami, nikt nie zna dnia ani godziny. Sytuacji nie poprawia bynajmniej zbliżająca się inwazja zombi, kryzys klimatyczny i nadciągające ze wschodu pogłoski o powrocie potomkini obalonej dynastii, dowodzącej armią fanatycznych, śniadoskórych wojowników...

     Jak widać, autor wymyślił koszmarne miejsce do życia. Za to znakomite, by osadzić w nim akcję gier, których tematem jest konflikt, intrygi i zdrady. Tak też się dzieje; do realiów "Gry o Tron" dopasowano nawet "Monopoly", nie licząc dziesiątek innych tytułów gier planszowych, komputerowych, karcianych - i nawet papierowych rpgów...


Co ciekawe, jak do tej pory ukazał się tylko jeden bitewniak, jeśli w ogóle można tak nazwać "Bitwy Westeros". Ta gra miała z bitewniaka figurki, kostki - ale całość starć toczyła się na heksagonalnej planszy. Mamy więc w tym przypadku do czynienia  z systemem będącym na pograniczu bitewniaków. 



Jeśli nie chcesz czekać do 2018 roku, a do wydania masz tylko 200 zł, możesz spróbować bardzo podobnej gry.


"ASoI&F" będzie bardziej klasyczną grą. W jej podstawowej wersji (czyli tzw starterze) dostaniemy dwie armie: wojska Lannisterów i wojowników wiernych rodowi Starków. Co prawda pojawią się tam też postacie z innych rodów, które nie raz toczyły niezależną politykę (np. mający tendencję do wbijania noża w plecy lord Bolton). Pewnie z czasem (i ewentualnym sukcesem finansowym) pojawią się też inne stronnictwa - ale na razie musimy zadowolić się tylko dwiema frakcjami, wyjątkowo skonfliktowanymi ze sobą.


Starcie królów.

    Zajmijmy się teraz samą mechaniką gry. CMON udostępnił już instrukcję i kilka filmików pokazujących przebieg zabawy. Pomimo zastrzeżeń, że ostateczna wersja zasad może jeszcze ulec zmianie - widać już wyraźnie nie tylko szkielet, ale też mięśnie i organy rozgrywki. 

     Jej istotnym elementem będzie tryb gry. Mają one zmieniać sposób, w jaki można osiągnąć zwycięstwo. Zasady przewidują pięć różnych typów:

- A Game of Thrones - na polu bitwy leży kilka znaczników celów. Trzeba je zdobyć - oraz pokonać jednostki wroga, które same wcześniej posiadły taki znacznik

- A Clash of Kings - zabaw w coś w stylu oblężenia, a raczej szturmu na umocnione pozycje wroga. Jeden z graczy jest obrońcą, który ustawia tereny na polu bitwy, znaczniki celów i własne oddziały - jego zadaniem jest przetrwać do końca bitwy. Natomiast drugi uczestnik dysponuje możliwością odzyskiwania swych utraconych jednostek.

- A Storm of Swords - tutaj celem zabawy jest masakrowanie wroga. Z tym, że część armii nie od razu wchodzi na pole bitwy, ale pozostaje w rezerwie. Również w tym wypadku czekają na nas znaczniki celów. Ich opanowanie wspomoże sterowanie jednostkami dopiero wchodzącymi na pole bitwy. Na przykład da możliwośc wystawienia swoich oddziałów na tyłach wroga.

- A Feast for Crows - wersja dla miłośników makabry. Pole bitwy obfituje w stosy zwłok, co wpływa negatywnie na morale walczących. Tym razem celem jest raczej złamanie wrogich zastępów niż wybicie ich do nogi. Co zapewne będzie oznaczać punkty zwycięstwa za spowodowanie ucieczek.


Deszcz, błoto i trupy! Wybierz wakacje w Winterfell!


- The Winds of Winter - w tym wariancie wystąpią tajne cele. Każdy z graczy będzie próbował osiągnąć własne (np zabić określonego wroga) i jednocześnie przewidzieć oraz udaremnić starania przeciwnika.

  Zwycięstwo określa się przez zebranie odpowiedniej ilości punktów zwycięstwa. W rozgrywce, którą autorzy określają jako małą, wystarczy zebrać 10 takich punktów. W dużej zaś - 20. Ale partia trwa maksymalnie 8 rund, więc jeśli nikt nie zdąży zgromadzić wymaganej ilości - zwycięża ten z największą sumą punktów.

    Zanim przejdziemy do mechaniki samego starcia, przeanalizujmy statystyki jednostek. W walce będą mogły wziąć udział oddziały piechoty (liczące sobie 12 modeli), kawalerii (4 modele), oddziały pojedyncze (zgadnijcie, ile figurek będzie mieścić się na movement trayu?) oraz maszyny bojowe i większe modele (bez wyraźnie określonej liczby. Kiedyś być może doczekam się mamutów, olbrzymów, balist i smoków. Bo raczej nie steamtanków).


Proszę Państwa - oto typowy oddział berserkerów północy, który posłuży nam za przykład w niniejszym wykładzie.


Każdy z oddziałów jest z założenia rozstawiony na movement trayu, na nim też się porusza. Jednostki piechoty liczą sobie trzy, a kawalerii dwa szeregi. 

Stałe parametry danej jednostki to ruch (ikona z butem), obrona (tarcza) i morale (chorągiew). Ruch to ilość cali, jaką przemierza oddział w trakcie manewrowania. Przy szarży i marszu ilość ta się zmienia. Obrona to to wartość, jaką należy wyrzucić na k6, by anulować trafienie przeciwnika. 
Cecha ulegająca zmianie to atak. W przypadku rzeczonych berserkerów, przy ikonce miecza (i słowach "hand axes") widzimy wartość 3+. To minimalna liczba, jaka musi wypaść na k6, by oddział trafił w przeciwnika.Jeżeli ten akurat oddział liczy sobie trzy szeregi, to rzuca na atak ośmioma kostkami. Natomiast przetrzebiony niemal do ostatniego człowieka wali aż dziesięcioma! Panie, takie rzeczy tylko w fantasy!

I jeszcze dwa zdania o morale. Testując ten parametr (na przykład wtedy, gdy nasz oddział jest zagrożony paniką) rzucamy dwoma k6. Jeśli rzuciliśmy równo lub więcej z liczbą wypisaną na karcie - jest dobrze. Jeśli zaś mniej, nasi żołnierze orientują się, że na nic im łupy i zwycięstwo, gdy będą martwi. Za każdy punkt różnicy między poziomem morale a wynikiem testu zdejmujemy z oddziału jedną figurkę. 


Ale co to? Jednostka berserkerów nie wyszła w pole samopas - towarzyszy jej sam Greatjon Umber! To okazja, by przedstawić kolejny rodzaj jednostek w tej grze: jednostki dołączane. Są one również reprezentowane przez osobne figurki, które ustawia się zamiast jednego z modeli w odpowiedniej jednostce. Dołączone - dają swemu oddziałowi jakiś bonus - w tym wypadku zdolność zwiększającą siłę ataku.


Dwa przykłady jednostek dołączanych.


Oprócz zwykłych jednostek, biegających z mieczami po polu, oraz wzmacniających ich bohaterów mamy w "ASoI&F" jeszcze jeden typ oddziałów - jeśli w ogóle można użyć tego słowa w przypadku jednostek niebojowych. To chyba największa innowacja, jeśli chodzi o mechanikę, jaką reprezentuje ta gra.

Jednostka niebojowa to ktoś, kto sam nie pofatygował się do boju, ale przedsięwziął inne działania, by zapewnić zwycięstwo swojej frakcji.


Oto jeden z najbardziej lubianych bohaterów cyklu. Zupełnie nie wiedzieć czemu...

      Również i te postaci są reprezentowane przez figurki, a ich parametry opisano na karcie. Zamiast aktywować oddział na biorący udział w walce, możemy wykorzystać którąś z posiadanych jednostek niebojowych, by ustawić ją na którymś pól planszy taktyki. Ją też możecie zobaczyć na zdjęciu, więc widzicie, że każde z owych pól daje jakiś bonus dla ścierających się armii. Odpowiednie ustawienie jednostki niebojowej sprawi, że bonus ten będzie jeszcze bardziej istotny.


       Przed samą grą trzeba ustawić teren na polu bitwy, a następnie swe oddziały, oczywiście we własnych strefach rozstawienia. Potem już tylko rzut k6 na inicjatywę i można zaczynać. A zaczyna się od doboru kart taktyki. Każdy z graczy dysponuje talią dwudziestu kart taktyki. Może używać ich w trakcie starcia - by zapewnić sobie wsparcie, lub pogorszyć sytuację przeciwnika. Na ogół dysponujemy trzema kartami - ale ta liczba może być zmieniona choćby przez zakulisowe działania jednostek niebojowych. Zaś skład talli zależy od rodu, oraz od tego, kto jest dowódcą armii.

Zasadnicza gra polega na naprzemiennej aktywacji jednostek. Każdy z oddziałów bojowych może wykonać jedną z pięciu akcji:

- Manewrowanie. Oddział może obrócić się w miejscu, przesunąć maksymalnie o odległość w calach równą wartości ruchu, i znów obrócić w miejscu.

- Maszerowanie Oddział może przesunąć się maksymalnie o odległość w calach równą podwojonej wartości swego ruchu, a na koniec obrócić w miejscu.

- Wycofanie się. Oddział, który jest obecnie związany walką wykonuje test paniki Następnie cofa się o odległość w calach równą podwojonej wartości swego ruchu, a na koniec może obrócić w miejscu.

- Szarża. Jak w (prawie) każdym bitewniaku, to najważniejsza i najbardziej skomplikowana procedura. Szarżę zaczynamy od wyboru celu, sprawdzenia linii wzroku, obrotu jednostki szarżującej, określenia, czy atakujemy wroga od frontu, flanki czy tyłu. Następnie przesuwamy jednostkę o odległość równą jej ruchowi powiększonemu o wynik rzutu na k6. Jeśli jednak wypadnie "1" szarża nie dochodzi do skutku (nawet w przypadku, gdy przeciwnik i tak jest w zasięgu ruchu!). Potem już tylko dostawienie się do wroga i wypłacenie ataków...


Za Casterly Rock i króla Joffreya! 


- Atak. Próba zadania strat przeciwnikowi. Jeśli jest się z nim w zwarciu, korzysta się z procedury opisanej wyżej. Ale istniej też możliwość strzelania.

Każda z jednostek musi być aktywowana w trakcie rundy jeden raz. Choć oczywiście ilość aktywacji mogą zmienić karty taktyki i jednostki niebojowe.  
Oczywiście to nie wszystkie zasady/ Nie napisałem o kilku zdolnościach specjalnych takich jak stany, w jakich znajduje się oddział, łączenie jednostek, większa odporność na straty czy zasady terenu. Nie jest ich zbyt wiele - i można je łatwo opanować. Jeśli zaś macie ochotę poznać je bliżej - zajrzyjcie do instrukcji.

Turniej Namiestnika.

    Skoro już poznaliśmy mechanikę, pora przyjrzeć się bliżej temu, co tak ważne w przypadku każdej gry figurkowej - czyli figurkom właśnie. Jak na razie nie widzieliśmy ich w tej wersji, jaka będzie czekać na kupujących wewnątrz pudła ze starterem.
To, co jest wiadome, to renderowane obrazy docelowych modeli oraz ich wersje odlane w żywicy, używane w pokazach i rozsyłane do recenzentów.


Na umiejętnie zrobionym i obrobionym zdjęciu w internecie każda figurka i każda dziewczyna wygląda ładnie.

     To, co można zobaczyć na zdjęciach promocyjnych, wygląda całkiem zachęcająco. Figurki wykonano w skali 32 mm, co może pomóc w ich ewentualnym malowaniu. Każdy oddział składa się z trzech wzorów zwykłych żołnierzy, chorążego i podoficera. Pomalowane figurki wyglądają jeszcze śliczniej - ale warto pamiętać, że profesjonalny malarz pomaluje zachęcająco nawet krasnoluda z "Battle for the Skull Pass".


Pomalowane figurki. Jak na stronników Młodego Wilka - trochę za dużo tej czerwieni.

     W starterze mają czekać na nas ludziki wykonane z tzw twardego plastiku, czyli materiału pozwalającego na stworzenie dokładnych, łatwych do pomalowania, modeli. W dodatku wszystkie one mają być sklejone, gotowe do natychmiastowego zagrania. To też nowość w świecie gier bitewnych - i na pewno duże ułatwienie dla tych, którzy niekoniecznie lubią część modelarską tego hobby. Ponadto każda frakcja ma mieć swój własny kolor. Przez co można odłożyć ewentualne malowanie ludków na później.

     Nie wiadomo, jak realnie będzie wyglądać jakość tych modeli. Ale miałem w rękach figurki choćby do "Blood Rage" - i były wyprodukowane wyjątkowo dobrze, biorąc pod uwagę zastosowany surowiec. Stąd też mój optymizm odnośnie ludków z "ASoI&F". Dodatkowo będzie można nabyć różnego rodzaju makiety: palisady, krzaki i drzewa.

Żelazny bank odbierze swoją część.

    Wszystko powyższe może wyglądać zachęcająco, ale jak wiadomo - na tym świecie nie ma nic za darmo. Aby w tej chwili zaklepać sobie starter, trzeba wyłożyć 150$ (+ koszta wysyłki. Obyś nie mieszkał na Alasce!). Po obecnym kursie dolara, z dołączeniem kosztów wysyłki - daje to sumę ponad 600 złotych. Niemało, nawet startery od GW wychodzą taniej. Ciężko powiedzieć. Z jednej strony - za tą cenę dostajemy dwie startowe armie, ponad 100 figurek i całkiem ciekawą i oryginalną grę osadzoną w popularnych realiach. Z drugiej zaś - gdyby przymierzyć się do jakiegoś systemu stricte historycznego (np. "Hail Caesar" czy "Black Powder") - to za te pieniądze nasze zastępy plastikowych żołnierzy będą szły w setki).


Szkoda, że nie mamy podobnych kłopotów gastrycznych, co ten pan.

    Ponadto warto zwrócić uwagę na to, że starter to tylko początek kosztów zabawy. Ile będą kosztowały oddziały dodatkowe? Ile trzeba będzie zapłacić za nowe frakcje? Na ten temat wydawca na razie milczy. A może okazać się (zwykle tak bywa w przypadku bitewniaków), że ów przelicznik nie jest tak korzystny, jak w przypadku startera. 

Widać to zresztą już teraz. Przy okazji rozwoju kampanii kicstarterowej można dokupić oddzielne kopie oddziałów dostępnych w podstawce (przydała by się jeszcze jedna jednostka berserkerów!). Ich cena wynosi jednak 30 dolarów za ok 12 - 13 figurek. A zatem osiąga poziom kosztowności typowy dla Games Workshop. Możliwe jednak, że ostateczna cena takich zestawów dodatkowych u sprzedawców detalicznych będzie inna. Albo taka sama. Na tą chwilę trudno o precyzyjne prognozy.

Nie wiemy jeszcze paru innych rzeczy, jeśli o finansową stronę tego przedsięwzięcia. Ile będzie kosztować w detalu? Czy zostanie wydana polska wersja tej gry (czasami są tańsze od anglojęzycznych)? Ile wynosi koszt punktowy jednostek (od tego zależy, jak wiele trzeba ich mieć, by gra rozwinęła skrzydła)? 

Reasumując - jeśli lubicie ryzyko, to może być dobra okazja do niepewnej inwestycji.

Wichry zimy.

   Z zebranych informacji już można przewidzieć, jakiego rodzaju rozrywkę zapewni nam "ASoI&F". Patrząc na filmiki recenzentów, wczytując się w materiały - widać wyraźnie, że dostaniemy nietypowy miks karcianki, planszówki i bitewniaka. Ten dwa pierwsze elementy mogą być nawet istotniejsze od układu figurek na stole. Niebagatelną rolę w grze będą odgrywać specjalne zdolności jednostek, dowódców oraz karty. Należy się więc spodziewać sytuacji, gdy zdziesiątkowany oddział, dopakowany odpowiednimi kombosami nagle pokonuje pół wrogiej armii i zdobywa połowę punktów zwycięstwa. 

    Z drugiej zaś strony - mamy teren i kostki, które w bitewniakach potrafią zepsuć nawet najlepszy plan. Możliwe, że takie połączenie może zachęcić fanów gier planszowych jak i bitewnych do spróbowania czegoś nowego. Ale też nie wykluczone, że nie przypadnie do gustu ani jednym ani drugim. 



     Co prawda na filmikach z gameplayu obaj gracze bawią się szampańsko, ale to może być w większym stopniu zasługą nastawienia graczy niż tego, że gra jest fajna. Poza tym - internet jest pełen filmików, na których ludzie są przeszczęśliwi z wykonywania czynności, które okazują się wcale nie być takie fajne, gdy spróbować ich samemu...

     Nie wiemy, jaka będzie dalsza polityka wydawnicza producenta. Jakie frakcje i jakie oddziały zostaną wydane w dalszej kolejności? Jak długo trzeba będzie na nie czekać? Jak będzie wyglądać ich dystrybucja? Jaki będzie balans rozgrywki? I przede wszystkim - czy linia będzie konsekwentnie rozwijana - czy też jej żywotność jest mocno powiązana z wynikami finansowymi? 

   Jak przyjmie się ta gra w Polsce? Teraz nie jest tania co niestety ma znaczenie. Fani bitewniaków mają już swoje ulubione gry - i swoje środowiska, gdzie z łatwością znajdą przeciwników. Dla miłośników planszówek niegodnością może być ograniczenie liczby graczy do dwóch... Być może pomoże tutaj magia świata "Gry o Tron" oraz dynamika i szybkość rozgrywki oraz dopasowanie mechaniki do tematu gry (noże w plecy i nieoczekiwane zwroty akcji!). Z drugiej jednak strony - to samo zapewniają karcianki, i to znacznie mniejszym nakładem kosztów.

Jak widzicie, dużo niewiadomych, jeśli chodzi o "ASoI&F". Trudno, by było inaczej w przypadku gry, której nie ma jeszcze na rynku. Pełna recenzja będzie możliwa dopiero po dwóch latach funkcjonowania tytułu. Jeśli jednak chcecie spróbować wyjątkowo nowatorskiego bitewniaka, zawierającego w swej mechanice różne elementy nowoczesnych planszówek - to "ASoI&F" wydaje się niezłym pomysłem. Na pewno łatwiej zaangażować się i przeżywać wojenne przygody Robba Starka niż Lorda Hawthorne'a. 




52 komentarze:

  1. Dzięki za wyszukanie i zebranie kolejnych informacji o grze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę :) Tym razem było to dużo prostsze.

      Usuń
  2. To będzie bardzo towarzyska gra. Będzie Song,dIce i Fire. Czyli taka gra na raz a i dom mozna spalić ;) dobrze się czytało a teraz pozostaje czekać. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I uciąć głowę zięciowi! Zapowiada się kupa zabawy. Ale też kupa czekania.

      Usuń
  3. Gra za późno wydana. Wraz z końcem serialu (został jeszcze jeden sezon) mimo ładnych figurek zostanie niestety zapomniana bowiem "hype" wygaśnie. Tak samo było z grami GW o Śródziemiu. Szkoda pieniędzy oraz czasu, choć miniaturki są ładne.

    Piszę to jako FAN "Gry o Tron"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie owo za późne wydanie dotyczy też sytuacji na rynku bitewniaków - jest ich bardzo dużo, a mało kto da radę ciągnąć kilka na raz. Powinni wystartować z tym tytułem w momencie, gdy odpalano pierwszy sezon serialu - wtedy mogliby zebrać większą ilość fanów.

      Usuń
    2. Owszem choć w 2011 jeszcze nikt nie wiedział jaką pozycję wypracuje sadze serial. Projekt powinien powstać w 2013 aby zdobyć bazę fanów.

      Myślę, że to po prostu "skok na kasę" u szczytu popularności Sagi. Produkt zejdzie szybko, koszta się zwrócą, nie ma potrzeby jego dalszego rozwoju. Przynajmniej jest on przyjazny - wyciągasz z pudełka i grasz nawet bez malowania bowiem figurki nie wymagają klejenia, składania itp.

      Usuń
    3. Jest jednak szansa na to, że zapowiadane spin-offy podtrzymają trochę tego hajpu (gdyby zrealizowali Taniec Smoków, to byłbym tego pewny).

      Usuń
    4. Ale Taniec smoków wymagałby akurat nowych figurek. Niemniej jednak koniec przerwanie aktywnego podtrzymywania zainteresowania tytułem połączone z napływem nowych bodźców sprawi, że ludzie za kilkanaście lat mogą po części zapomnieć o GoT. Harry Potter dziś nie jest już tak popularny.

      Usuń
  4. Ciekawe, intrygujące i powiem z góry, że nie dla mnie, ale życzę grze sukcesu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bym się skusił, gdyby cena bardziej pasowała do polskich zarobków. Też życzę sukcesu, może pojawi się jakaś oferta z drugiej ręki i wojska Stannisa?

      Usuń
    2. Kto wie? :) Przyznam się szczerze, że mi po prostu, nie leżą te książki w formie gry bitwenej. Mimo wszystko jak się czyta Martina to jednak to jest bardziej gra cieni i intryg, no i oczywiście bitwy są, ale one stanowią takie tam pitu pitu. Dlatego uważam, że karcianka jest genialna. Gra ta ma chyba dość wysoko zawieszoną poprzeczkę przez serial i tak jak popatrzeć na gry bitewne na filmowych adaptacjach raczej pozostanie tytułem niszowym. Chociaż, powtórzę się, kto wie?

      Usuń
    3. Moim zdaniem - zostanie niszowym tytułem z tego powodu, że to bitewniak. Też uwielbiam karciankę, ale daje ona najwięcej radości, gdy grasz z kimś o poziomie skilla zbliżonym do Twojego.

      Usuń
  5. "Za każdy punkt różnicy między poziomem morale a wynikiem testu zdejmujemy z oddziału jedną figurkę."
    Widzę, że coś się zmieniło od ostatniej gry jaką widziałem i o jakiej czytałem. Wcześniej miał się tylko najdalszy szereg zerować... Teraz będzie może i istotniej ale i bardziej losowo jak ktoś krytycznie słaby wynik rzuci.

    Poza tym też śledzę projekt, ale co kolejne informacje to bardziej sceptyczny jestem. Całość niestety czerpiąc z planszówek leci po "ameritraszu" niestety a to w połączeniu z mocno losową mechaniką (losowa szarża z krytyczną porażką!!! <>) czy bardzo słaby warhammerowy system armor saveów.

    Jedyne co to ciągle mi się realistyczna konwencja modeli podoba... i trochę ciekawi ten system kości opartych na ilości szeregów, który co prawda pozwala zazwyczaj ostatniemu żołnierzowi walczyć ze skutecznością co najmniej połowy kilkunastu... ale przynajmniej dzięki temu jego pozostawanie na stole ma jakiś sens ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czegoś takiego, jak realistyczna mechanika gry. sam wiesz najlepiej, że gra i walka na żywo to zupełnie insza inszość:) Dlatego szukam zasad fajnych. Te wydają się spełniać te kryteria. Losowość i brak realizmu można wybaczyć, gdy gra toczy się szybko i w razie porażki można szybko pyknąć rewanżyk.

      Usuń
    2. tu wyżej to tylko realizm modeli poruszałem i nawet pochwaliłem :P Bo proporcje modeli i wielkość broni wypada dokładnie jak trzeba... a same uzbrojenie drastycznie lepiej niż w serialu.

      Narzekanie na ameritraszowość i losowość to nie do końca uderzenie w realizm - raczej w irytującą przypadkowość właśnie.
      DW

      Usuń
    3. Jak dla mnie losowość jest najbardziej irytująca wtedy, gdy gra toczy się długo i wymaga mnóstwa przygotowań. Przy krótszych tytułach mogę ją zaakceptować. Zawsze jednak fajniej jest, gdy istnieją jakieś mechanizmy modyfikacji losowości. W "ASoI&F" taką rolę pełnią karty taktyki i jednostki niebojowe wystawiane na planszy taktyki.

      Usuń
    4. Z tą losowością to może i racja... ale turlana szarża wstępnie wygląda na materiał to solidnych ataków zespołu Tourette'a ;)

      Usuń
    5. Wczoraj grałem w "hail caesar" i parę razy oddział zdecydował się jednak nie szarżować. W tej grze również powodzenia samego wykonania rozkazu zależy od losu. I taki element lubię w zasadach; nieprzewidywalność i brak pełnej kontroli nad oddziałami. A zatem - wcale nie przeklinałem :)

      Usuń
    6. Hail Cesara w końcu nie widziałem na Gladiusie w akcji kosztem DR więc nie wiem jak istotna jest pierwsza szarża w owym... ale w bitewnym GoT na podstawie obecnych zasad i bardzo wysokiej śmiertelności, dodatkowo zwiększanej przez bonus z szarży, zdolności specjalne czy flankowanie, wydaje się niezwykle istotna.

      Usuń
    7. Hail Caesar to system o aspiracjach historycznych, więc generalnie szarża daje tam istotną przewagę (szczególnie od tyłu czy flanki) ale diabeł tkwi w szczegółach. Istotne jest to, kto i na kogo szarżuje. Np zwykła piechota szarżująca na kawalerię może dostać kontrszarże, co jest bardzo nieprzyjemnym doświadczenie. Zaś kawaleria szarżująca na ścianę tarcz i włóczni nie radzi sobie wcale dobrze. "ASoI&F" wydaje się być pozbawiony takich niuansów.

      Usuń
  6. Wygląda ciekawie, i już więcej info niż ostatnio ;)
    Grac na 99% nie będę ale kolekcjonersko pewnie coś kupię w celu wykorzystania do skirmishowych gierek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sęk w tym, że te modele są w skali 32mm - mogą wyglądać potężnie przy zwykłych ludzikach.

      Usuń
    2. To ze zwykłymi stać nie będą na polu bitwy tylko ze sobą. A i teraz dużo jest modeli heroic 28-33mm. No, ale to kto jak lubi.

      Usuń
  7. Dzięki za info. Nie kupię:) ale rozważam GOT'a na modelach Perrych i zmodyfikowanych zasadach Rampanta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałem, żeby grać w Wojnę Pięciu Królów na zasadach np. hail caesar albo to the strongest. Liona (albo nomen - omen Dragon!) Rampant to prostszy wariant, ale wszystkie te rozwiązania nie oddają elementu knucia czy zdrad.

      Usuń
    2. Zawsze można wyciągnąć "Triumph and Treachery" GW ;)

      Nijlor

      Usuń
    3. Nie można - już sprzedałem! T&T było najlepszym na świecie dodatkiem do battla. Niestety, jego podstawą był battl.

      Usuń
    4. Jako aktualnie 6-ed Oldhammerowiec ośmielę się nie zgodzić ;) Poza tym, zawsze można zrobić AL do Westeros np. na podstawie WAB Age of Chivalry! B. fajne listy armijne... każda nację zrobisz.

      Nijlor

      Usuń
    5. Oprócz tej z zombiami, smokami i demonami cienia ;)

      Usuń
    6. Wystarczy dodac odpowiednie jednostki z 6 ed podręczników VC, DE/HE, i Demony z Hord Chaosu - no problemo ;)

      n.

      Usuń
    7. I cały balans w pizdu! To oczywiście żart, wfb nie służy do balansu. Tak czy inaczej - trzeba mieć odpowiednią kolekcję figurek (i to da się zrobić). Ale potrzeba jeszcze kilku graczy znających dobrze zasady. I z tym będzie już większy problem.

      Usuń
    8. I tak byłoby to granie nieturniejowe, więc fana got znajacego 6ed znajdziesz bez trudu. AL z waba sa kompatybilne z wfb. Tylko brak tam mag. Przedmiotów. Te spokojnie mozna z commonowych zrobic.

      Usuń
  8. Dzięki za kolejne przybliżenie tematu. Zaglądam na Kickstartera i generalnie jestem raczej hmm...rozczarowany.
    Może niesłusznie, ale mechanika wydaje mi się z tych znanych mi opisów raczej średnia ze wskazaniem na słabawą. Cena podstawki duża, choć z ilością figurek pewnie do zaakceptowania, ale już ceny dodatków będące lepszym sygnałem jak się system będzie rozwijał cenowo, wyglądają po prostu jak porażka.

    Mam wrażenie że CMON przeszacował "hajp" na ten system, także na bazie sukcesów swoich wcześniejszych projektów, które zbierały mnóstwo kasy.

    Dodatkowo do natychmiastowego zakupu nie zachęca niepewność co do ostatecznej jakości figurek. Z jednej strony w dotychczasowych planszówkach CMON uzyskiwał bardzo dobra jakość, z drugiej to jest bitewniak, a więc poletko uberjakości GW i jej klienci, zwłaszcza Ci nie siedzący w planszówkach, są przyzwyczajenie do zupełnie innych standardów. Poza tym wiele osób lubi grzebać przy składaniu modeli a tutaj mamy modele złożone, a w dodatku z taką sobie (jak na standardy bitewniakowe) różnorodnością póz.

    No i rynek bitewniaków wydaje mi się trudniejszy niż poletko planszówkowe. Jest kilka dużych systemów, ludziom też jest ciężko ogarniać finansowo i czasowo całe to bogactwo urodzaju, a "pełnoskalowe" wejście w GOTa wygląda na poważną inwestycje w obu walutach (czas i kasa).

    Zaryzykuję, że na szczególny sukces projektu się nie zanosi. Ja w każdym razie nie wchodzę, także z powody czasu oczekiwania. Jaku już wyjdzie, zerknę na modele i może coś nabędę - np. jakieś oddziały z Michałem na pół, coby zanadto nie powtarzać wzorów ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "a więc poletko uberjakości GW i jej klienci" z tą uberjakością to bym nie szalał ;) Akurat w kwestii jakości modeli to GW jest raczej niżej niż wyżej w drabince producentów bitewnych. Co prawda sporo firm teraz spadek jakościowy zaliczyło ale nadal co drugi system chce się przed GW wybić właśnie jakością modeli. GW oczywiście nadrabia przyciągając najlepszych malarzy - przez co jak Gervaz w tekście ładnie ujął nawet eko modele ze starterów miewają niezłe zdjęcia.
      DW

      Usuń
    2. To jest chyba jednak spora przesada. Chętnie poznam te przykłady firm i konkretnych produktów, które zostawiają GW z tyłu i stawiają niżej w drabince jakości.

      Przypomnę, że mówimy o jakości wykonania. Miałem w rękach sporo plastików i z tego co widziałem to jakością odlewu plastików z GW może Wyrd da radę jeszcze konkurować. Warlord Games? Mantic? FFG z Runewarsem? Perry Miniatures? NorthStar? Fireforge? Wszystkie są w mojej opinii w tej materii za GW.

      Usuń
    3. Wyrd teraz się opuścił właśnie ale te kilka lat temu jakość modeli miał na poziomie Rackhamowym.
      PP też się opuścił i ostatnio jak coś składałem to kląłem ale również było lepiej.
      Mantic jest bez szału ale będąc producentem wyraźnie bardziej budżetowym składał mi się nie gorzej niż GW jeśli nie lepiej.
      Inna sprawa, że ja akurat głównie w metalu siedzę więc może stąd moje uprzedzenie do GW bo jego FC na swoim polu broni się słabiej. W plastiku faktycznie może jest lepszy - choć jak wspominałem krasnoludy Mantica wydawały mi się dokładniejsze.
      DW

      Usuń
    4. Też lubię metale (zwłaszcza stare GW krasie), tutaj jednak mam aktualnie małą wiedzę i nie będę się wypowiadał. Znam plastiki wymienionych przeze mnie firm. GW bije wykonaniem plastiki krasnoludzkie Mantica, który z kolei ma bardzo dobre szkielety (stylistycznie lepsze dla mnie od GW i jakość jest co najmniej dobra, ale jednak obiektywnie patrząc nowy asortyment GW to kosmos, jak ostatnio oglądałem ramkę nowych Poxwalker to mi oczy świeciły).

      Dodam, że paradoksalnie od kilku lat i zmiany stylistyki nic z GW nie kupiłem, bo pomimo świetnej jakości nie jest to mój klimat :)

      Usuń
    5. w kwestii mantica i szkieletów-kraśków to właśnie mam odwrotne odczucie, bo trupy to jeszcze ta sama konwencja co elfy - za małe i za chude... WFB też ma raczej słabe ale przynajmniej trzymają taki solidno przaśny klimat. Kraśki za to gw miało jakieś takie przerysowane i bezkolanowe miało ;) Chyba że o krasnoludach GW tych najnowszych mówisz co to już się nawet krasnoludami nie nazywają to na oczy ich nie widziałem na żywo i w sumie mnie do tego nie ciągnie bo jakieś dziwne mi się wydawały.
      DW

      Usuń
    6. Jak dla mnie GW robi dużo lepsze figurki (co widać choćby po nowym starterze do czterdziestki), niż te które prawdopodobnie wypełnią pudło startera do tej Gry o tron. Ale te z kolei wydają się być wystarczająco dobre - będą spełniać swoją funkcję nie strasząc przy tym. Natomiast Mantic i plastiki od niego... Miałem te krasnale pod pędzlem, niestety.

      Usuń
    7. Coś mi posta wcięło
      W każdym razie ja ze swoich byłem bardzo zadowolony mimo wczesniejszego odstawienia malowania na lata i szybciutkiego speedpaintu - http://www.coolminiornot.com/396508
      W wolnej chwili mogę dodac więcej fotek bo później jeszcze parę wariantów im domalowałem.

      Usuń
    8. Miałem tych samych! Straszne odlewniczo rzeczy działy się na bokach tych figurek - np te sztyleciki...

      Usuń
  9. Po euforii wywołanej pierwszymi zapowiedziami jakoś mi ten hype train odjechał. Fajnie, że zebrałeś tyle informacji do kupy w jednym poście. Będę kibicował projektowi tak czy siak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kibicowanie to może za duże słowo... Ale na pewno będę dalej obserwował. Na razie wszystkie materiały to reklama, z natury podkreślająca plusy i pomijająca minusy. Interesują mnie przede wszystkim nowe frakcje.

      Usuń
    2. mnie ciekawi kiedy, za ile i jak rozwiązane mechanicznie będą 'potwory'... bo boję się, że nie bez powodu się je teraz pomija... znaczy jest jeden wilk sygnalizujący, że takowe będą. Jednak Właściwe "byczki" albo zaskoczą nas ceną albo statystykami bo z dużą szansą pojawia się w "drugim rzucie" kiedy będzie trzeba podtrzymać hype związany z grą ;)

      Usuń
    3. Potwory już teraz są przewidziane przez podręcznik. Będą występować na podstawce dla machin wojennych. Jest też kilka zasad w podstawce mogących odzwierciedlać zdolności większych bestii, np figurki mające po kilka punktów życia.

      Usuń
  10. Gervaz, zaglądzasz czasem do skrzynki pocztowej? :)
    bless

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie że zaglądam, dwie odpowiedzi Ci już wysłałem. Być może trafiły do katalogu ze spamem? W każdym razie biorę się za Twój wywiad od jutra. I będę pisał z innego konta, również tlenowego. Zaraz zrobimy test łączności...

      Usuń
  11. (Khal) Drogo! Ale dobrze się czytało recenzję, zainteresowałam się grą której raczej na pewno nie kupię i nawet w niedzielę o tej porze przeczytałam cały tekst :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę nocnego trybu życia... Niedługo też mnie czeka. Problemem tej formy sprzedaży nie jest nawet cena, co konieczność kupienia od razu dwóch armii, które nie bardzo mnie nęcą.

      Usuń
    2. No właśnie, a czy w zapowiedziach poruszony był wątek wszystkich niefigurkowych szpargałów potrzebnych do gry -karty, plansza na której działają postacie takie jak Tyrion? Czy te szpargały będą do kupienia osobno poza podstawką (zwłaszcza ta plansza, bo pewnie karty jednostek i taktyki będą w pudełkach z odpowiadającymi im figurkami)? Jeśli tak, to za ile, jeśli nie to starter staje się niezbędny do gry -może jest szansa na późniejsze wydanie starterów z innymi rodami?

      Dumny puchacz

      Usuń
    3. No i tu jest właśnie bieda. W zapowiedziach gry był plan wydawania dodatkowych oddziałów, nawet z horyzontem czasowym. Ale nic o podstawowych komponentach, typu żetony, plansza taktyki czy zasady podstawowe i księga scenariuszy. Myślę, że brak informacji na ten temat ma zachęcić do wspierania na KS, a później pewnie się pojawią. I będą kosztować tyle, że mało kto się skusi. Może coś więcej wyjaśni się w ostatnich dniach kampanii?

      Usuń