niedziela, 21 maja 2017

Figurkowy Karnawał Blogowy 33. Oto zbliża się sztandar Króla Plagi.



        Nie zawsze temat FKB przypada mi do gustu. A jeśli już pojawia się jakiś pomysł - to zazwyczaj jest to pomysł na przydługi, słabo zreasearchowany tekst, okraszony wątpliwej jakości żartami. 

         Tym razem sprawa była zupełnie prosta: Dziadu z Lasu rzucił wyzwanie stricte modelarsko - malarskie. I to w dodatku dotyczące jednego z moich ulubionych aspektów figurkowego hobby: scratch buildingu i konwersji. Sam odznaczam się raczej mizernym talentem rzeźbiarskim; to co ulepiłem z greenstuffu i miliputu - wstyd pokazywać. 

                 Ale z drugiej strony jest bardzo dużo przyczyn, by mimo wszystko nie poddawać się i stworzyć coś mniej lub bardziej samodzielnie.
Po pierwsze: pomysł na alternatywne wykorzystanie części, następnie własny projekt (choćby tylko w wyobraźni) - i wreszcie konstrukcja i malowanie. A na końcu masa satysfakcji. Oto stworzyłem coś zupełnie unikatowego, coś, czego nie ma nigdzie indziej na świecie.


Dzisiejszy wpis dotyczy i sztandarów, i porzuconych systemów. Dlatego to zdjęcie jest jak znalazł.

               
                Czasami jednak za konwertowaniem mogą stać względy pozaartystyczne. Może się na przykład zdarzyć taka sytuacja, że jakaś armia, występująca w jakiejś grze ma na liście oddziałów jakąś konkretną jednostkę (lub bohatera). Jednostka ta może być potężna - lub zupełnie badziewna; nie to jest ważne. Tylko to, że wydawca gry nie wyprodukował jeszcze tego konkretnego modelu. A zatem możecie go sobie wystawić tylko wtedy, gdy go zrobicie. Albo kupicie z innego źródła.




          Czasami trzeba wziąć się za skalpel, wiertareczkę i klej ze zwykłej biedy (lub skąpstwa). Dana figurka może być dostępna - ale za kosztuje tyle, co cała armia do innej gry. Tudzież jej dostępność jest niewielka. Gdy księżyc wejdzie w dom Strzelca w koniunkcji z Saturnem, można wysłać gołąbiem pocztowym zamówienie do klasztoru w Katmandu - i może w odpowiedzi wyślą dany model. W ciągu dwóch miesięcy roboczych. 

Pan chorąży zawsze zdąży.

      W trakcie tworzenia własnej, customizowanej armii demonów Nurgla przyświecał mi głównie pierwszy cel. Zrobić wojsko, które jednocześnie jest mało podobne do standardowych modeli i od razu rozpoznawalne. Oczywiście najłatwiej było z podstawową jednostką - plague bearers. A najtrudniej z plague drones.
Szczególna uwaga należała się bohaterom. W 8 edycji WFB istniały dwa modele Heralda Nurgla. Jeden to plastikowa figurka - będąca po prostu nieco większym plagusem, z nieco większą ilością flaczków, które wloką się po ziemi. Drugi zaś to Epidemius. Który równie dobrze mógł pełnić heralda niesionego w lektyce.

       Obie te figurki odznaczały się brakiem sztandaru... No może w przypadku Epidemiusa to zbyt ostre słowa - miał on przybite do parcia rusztowanie; jednym z jego elementów była flaga. W przypadku plastikowego odpowiednika na piechotę trzeba był sięgnąć po narzędzia modelarskie. 

        Z pewnych przyczyn warto było mieć w tej grze w swoich szeregach chorążego z tzw. sztandarem armii. Zapewniał on bonus do wyniku walki, można było wyposażyć go w wypasioną magiczną chorągiew... I coś jeszcze, chyba. Gdy już go ukończyłem, przestałem grać w WFB. A jeśli chodzi o "9th Age" to po jednorazowym spróbowaniu pomyślałem, że pora zrobić sobie długie wakacje od battla, niezależnie od tego, jak się nazywa. Tego typu jednostka nie występuje również w "Age of Sigmar". Dlatego też ów zgniłek nigdy nie wspierał swych braci na stole bitwy.

Niemniej jednak figurka pozostała.




Tak oto wygląda herald Nurgla - chorąży armijny mojej (prawie) własnej produkcji. Już widzicie, jak wygląda, więc przy okazji kolejnych zdjęć opowiem o szczegółach powstania tego modelu.



Sporo w mej kolekcji figurek, które skleiłem z najróżniejszych bitsów. Na przykład znany już z tego wpisu kapitan do Frostgrave. Ale opisywany dziś herald znajduje się w czołówce, jeśli chodzi o ilość zestawów, z których wykorzystałem elementy. 



No to wyliczanka start:

- tyczka od sztandaru: kijek od sztandaru plagueberaersów lub bloodletterów (nie pamiętam precyzyjnie)
- ramię dzierżące sztandar - prawa ręka jakiegoś bloodlettera.
- wstęga papirusu przy sztandarze - taki sam element z zestawu z plague monkami.
- nogi - również od bloodlettera (i w tym momencie żegnamy się z tym pudełkiem)
- przód korpusu - jeden z bandziochów od Putrid Blightkningów (kupiłem ramkę, która pozostała komuś po sklejeniu tych wojowników)
- lewe ramię z toporem - również z putridów
- tył korpusu - z jakieś dużego latającego potwora z armii Vampire Counts
- głowa - oczywiście plague drone
- rogi - łuk, bodajże z zestawu z imperialnymi łucznikami.
- płachta sztandaru - jakiś stary, orkowy czy ogrowy sztandar, pozyskany nie wiadomo jak i gdzie
- głowy na sztandarze to oczywiście plagusy (i z zestawu z nimi samymi, i z tego z plague dronami)
- fontanna szlamu na szczycie chorągwi - amunicja do katapulty skavenów z klanu Pestilens
- nurgling - z ramki z plagusami.



Oczywiście nie wystarczyło tylko powybierać bitsy. Każdy z nich umiarkowanie do siebie pasuje. Dlatego też skorzystałem ze sprawdzonej metody. Skleiłem je ze sobą za pomocą czegoś w rodzaju szkieletu z wygiętych drutów. Gdy części trzymały się przy sobie, mogłem odpalić greenstuff i miliput. Wypełniałem tymi masami odstępy między bitsami, tworząc relatywnie płynne przejścia.




     Na szczęście ta figurka nie miała przedstawiać elfiego dandysa, ale demona zgnilizny i zarazy. Dzięki temu pewna pokraczność i niezborność cielska nie tylko nie przeszkadzała, ale była wręcz mile widziana. Jeśli więc chcecie pobawić się w konwersje, to tego typu tematyka wybacza wiele braków warsztatowych.




    Mam nadzieję, że mój twór przypadł wam do gustu. Sam zaś życzyłbym sobie, by pewnego dnia poniósł on sztandar Króla Plagi przeciwko wszystkiemu co zdrowe, ładne i rumiane. Najlepiej w jakiejś fajnej grze bitewnej.

25 komentarzy:

  1. Ho, ho! Kawał dobrej, nawet bardzo, roboty konwersko-malowniczej. Podoba się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, napracowałem się, ale była to miła praca. Cieszę się, że ludek budzi Twoje uznanie :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Zrobienie realistycznego gówna wcale nie jest prostą sprawą. O ile oczywiście założymy, że robimy model, a nie realny obiekt.

      Usuń
  3. I konwersja i malowanie bardzo mi się podoba, dobra robota :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niezły składak, gratuluję udanego projektu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny projekt i bardzo ciekawy artykuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fajnie, że Ci się miło czytało :)

      Usuń
  6. Aż się go można wystraszyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego spędza dni i noce w pudle, w szafie :)

      Usuń
  7. Wszystko wykonane i pomalowane bardzo dobrze, na pierwszy rzut oka nawet nie spostrzegłem że to samoróbka, sam teraz zacząłem zbierać demony i na pewno zaczerpnę trochę wiedzy od ciebie i fajny ten straszny sztandar :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Demony Nurgla każdy potrafi fajnie zrobić. A w dodatku jest na rynku tyle zamienników, że tylko plagusy i drony trzeba brać od gw. Trochę gorzej z innymi bogami chaosu. Ale też nieźle :) Zachęcam do konwertowania, to super zabawa:)

      Usuń
  8. Cudownie obrzydliwy! Po takim wstępie jednak rozczarował mnie brak napisu PZPR :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby tu był jakiś sztandar, to z napisem WFB.

      Usuń
  9. Elfi dandys się chowa! Świetna robota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i wykrakałeś - schował się :)

      Usuń
  10. Niezły klocek ;-) Prawdziwy rycerz of Toi Toi. Świetna konwersja oraz malowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toi toi może być dla niego za czysty :)

      Usuń